xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Moja codzienność

Wiosna rozgościła się na dobre pośród smutnych sarnich dni. Pogoda zmienia się z chwili na chwilę; trudno ją przytrzymać na dłużej. Wczoraj wieczorem burzowo. Dziś od rana słońce i przyjemny wiaterek. Warzywniak zapełnia się kolejnymi nasionami. Wysialiśmy: marchew, rzodkiewkę, pietruszkę, rzeżuchę, cebulkę, szpinak, sałatę. Papryka, zioła i pory rosną na razie w domu na oknach. Pozostałe roślinki będziemy wysiewać sukcesywnie, zgodnie ze zwyczajami. Dziś jeszcze pójdzie słonecznik pod miedzę i może coś jeszcze. Muzyka towarzyszy mi można powiedzieć na okrągło. Jeśli nie z głośników, czy przez słuchawki, to słyszę ją w odgłosach wiatru i ptaków. Ostatnio zachwycam się tym, co zrobił z genialnymi utworami Czesława Niemena, Krzysztof Zalewski. Bez kompleksów /i słusznie/ a zarazem stylowo. Z głową i sercem.

Na drugim biegunie mocne rockowe granie, takie jak np. Sienna Root ze Szwecji. Skutecznie wyrywa mnie ono z uśpienia i napełnia energią niezbędną do działania. Ożywcze się stały spotkania na czacie z innymi podobnie zakręconymi na muzyce. Wspólne słuchanie i pisanie o odczuciach skutecznie zapełnia mi czas. To jest moje życie. To jest mój raj.

Mirabelka

Reklamy
Dodaj komentarz »

Nie mam nic do stracenia

Przecież nie mam nic do stracenia – pomyślałam dziś po drugim przebudzeniu i zostawiłam tę myśl, aby jej się przyjrzeć. Teraz podpełzuje blisko jak łaskawa suczka Frydka i dopomina się o uwagę. Jak to jest, gdy się nie ma nic do stracenia? Czy jest tego tak mało, że nie żal, czy wręcz przeciwnie? Dużo, ale podejmuje się takie ryzyko? Jak to jest, gdy wykluwa się decyzja jak barwny motyl, po długim czasie przepoczwarzania, że teraz, właśnie teraz będę robić właśnie tak, a nie inaczej? Wokół takich dylematów dzieje się moja codzienność. Jak zwykle przetykana z muzyką. Taką, Siaką, Owaką. Wątek-osnowa, wątek-osnowa. Tkam ten kilim codzienności złożony z obudzeń, przebudzeń i uśnięć. Muzyka gruntuje  mnie w rzeczywistości. Nawet wtedy, gdy dzięki niej frunę pół metra nad ziemią. Ostatnie moje odkrycia: Ninet Tayeb, doceniona już przez samego Stevena Wilsona. Najpierw w swym rodzimym języku, potem jej wcielenie w Hallelujah Cohena, obnażające wszelką intymność.

Katia


Dodaj komentarz »