xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Źródło zmiany bije we mnie

Postanowienia ogólne przełomu stycznia i lutego 2016:
1. Słuchać swojego wewnętrznego głosu.
2. Nabierać więcej zaufania do siebie.
3. Kontynuować to, co dotychczas wypracowałam a co działa wspierająco, budująco, kreatywnie i rozwojowo.
4. Rozwijać się, pisać, słuchać muzyki, rozmawiać…

5. Zmieniać świat… Tylko po co to robić, skoro ten świat zewnętrzny tak mało mnie obchodzi?

Jednego jestem pewna na tu i teraz: gdy słucham starych płyt Johna Coltrane’a, to czuję się u siebie.  Te skargi saksofonu, smutek i żal, refleksja nad przemijaniem… Wszystko to dobrze znam. Czuję się bezpiecznie. Jestem wolna. Mogę wszystko. Czuję ekscytację, że tyle jeszcze przede mną muzyki do odkrywania. Na w razie czego bezsenne noce, gdy nadejdą.
Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Oddychaj

Dodaj komentarz »

Zderzenie dwóch światów

Moja codzienność dostarcza mi niezmiennie wielu muzycznych wzruszeń. Zasłuchana jestem po uszy w muzyce, która dociera do mnie zewsząd wszystkimi zmysłami.

Oto zaskakujący teledysk. Zderzenie jakże odmiennych dwóch kultur: Elvis Costello- uporządkowany artysta, zaczynający od punk-rocka, przechodzący w rockowe ballady, wciąż podążający drogą rozwoju, przykładny mąż /jego obecną żoną jest genialna pieśniarka Diana Krall/ i ojciec trójki dzieci… oraz starszy o pokolenie, nieżyjący już jazzman. Chet Baker przez całe życie zmagał się z uzależnieniem. Heroina wysuszyła mu krew i zżarła przednie zęby, co dla trębacza jest katastrofą.To ona wypchnęła go przez okno amsterdamskiego hotelu, 13 maja 1988 roku, tuż przed zaplanowanym przyjazdem do Polski. Tylko wiatr pomachał firanką na pożegnanie.
Pomimo tak różnych osobowości i doświadczeń, możliwe było spotkanie i porozumienie muzyczne. Wiele razy, ku naszej radości!
Katia
Shipbuilding

Dodaj komentarz »

Możemy się dogadać?

Takie oto widoki ukazały się moim sobotnim porannym oczom… Wszystkie roślinne pozostałości po jesieni były pokryte srebrnym szronem, pomiędzy którym migotały w słońcu kryształki lodu. Stanęłam w zachwycie i dosłownie zatkało mi dech w piersiach. W tym magicznym czasie, przez parę chwil nie liczyło się nic innego. Przeczuwam, że mogło to być w czystej postaci doświadczenie tu i teraz.

Katia

sobotni szron

oszronione światełka

Dodaj komentarz »

A jeśli się mylę?

Dodaj komentarz »

Wędruj!

Dodaj komentarz »

Z papierowego archiwum

Przeglądałam dziś jeden ze swoich papierowych dzienników. To, co przeczytałam pod datą 27.11.2011 r- niedziela, tak mnie zaskoczyło, że postanowiłam wyciągnąć na światło dzienne. Tamte słowa nie straciły na swej aktualności, pomimo upływu czterech lat…

Moim głównym i żywym problemem jest brak akceptacji siebie. Właściwie to mam nieustanne poczucie, że chciałabym być gdzie indziej, niż jestem. Że powinnam ciągle coś robić. Innego, niż robię. Gdy szoruję muszlę klozetową, to chciałabym chodzić po zarośniętym brzegu mojego stawu. Ważne jest, aby trawa byłą gęsta, krępa, dobrze ukorzeniona i nie za wysoka. Jak murawa. Co najwyżej sięgać kostek. Bo wyższa może kryć w sobie zbyt dużo niewiadomych. A ja chcę jasności i pewności, że stąpam po pewnym gruncie. Na początek tyle. Gdy doczyszczam po rogach framugi okien patyczkami do uszu /mój patent/, to przenoszę się oczyma duszy nad moją wiejską, kamienistą drogę do szosy. Powietrze nabłyszcza się i drży od gorąca, a z kolein paruje nocny deszcz.  Nad błotkiem unoszą się chmary atramentowych motyli, zwanych modraczkami. Czuję pod stopami wyboistą słodycz żużlu i mam ochotę potaplać się w tym błocie. Zamyślam się i nigdy nie robię niczego dobrze, bo będąc TU, chciałabym być już TAM…

Pisząc w tym specjalnym stanie skupienia, przeszywa mnie lęk, że wypiszę się, wypalę tak doszczętnie, aż w końcu zaniemówię, zaniepiszę, zbuntują mi się słowa i ręce i nie ugłośnię już żadnej myśli.

Gdy piszę, to czuję jak przepływa przeze mnie życie.

Jednak czasem kąsa mnie poczucie bezsensu i zwątpienia.

Zamiast pisać, powinnam zrobić porządek z ciuchami, albo zrobić coś na rzecz gospodarstwa domowego i rodziny. Przyłożyć się bardziej do wypełniania roli żony,  matki i córki.

Może dlatego budzę się po 3-ej w nocy, gdy wszyscy śpią, w gotowości. Jak w transie. idę do kuchni, zapalam światło, odpalam gaz na herbatę, czy kawę z mlekiem, w zależności od nastroju… i pozwalam sobie na luksus bycia sobą.  Na prawdziwy kontakt ze sobą. Chociaż przez te 2 godziny, chociaż przez półtorej, chociaż przez godzinę, chociaż przez kilka minut…
Katia

Dodaj komentarz »

Żyj naprawdę!

Dodaj komentarz »

Jak ptaszek na uwięzi…

Dodaj komentarz »

Wszystko, co mam…

Dodaj komentarz »