xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Vioces in my head

Siedzę sobie właśnie w swojej głowie i obserwuję wszystko, co tam się dzieje. Spokojnie, mam urlop i mogę sobie na to pozwolić. Płynę na fali slow i nie straszne mi zielsko w warzywniaku, ani leczo. Ogarniam mamę, ogródek, łazienkę, siekam cukinie i słucham rocka, piszę dziennik i maile. Cieszę się na jutrzejsze spotkanie z przyjaciółmi!!!!! Naprawdę wszystko ok. Pięknie to zilustrują Riverside. Katia

Powyższy utwór jest tytułowym na longu z 2003 roku, chyba pierwszym w dorobku Riverside. Cała płyta jest świetna; wprost idealna na pogaduszki samej ze sobą…

Reklamy
Dodaj komentarz »

Moja codzienność

Jak się mam w swej codzienności  pośrodku wakacji? Całkiem dobrze. Czy zrealizowałam swoje postanowienia sprzed tygodnia? Co do atmosfery slow, z pewną dozą nieśmiałej stanowczości, powiem, że tak. Bardzo jestem zadowolona z aspektu szlifowania umiejętności jazdy autem, przed mającym nastąpić wkrótce  egzaminem praktycznym. Cieszę się że udało mi się uzyskać taki poziom porozumienia  z szefem szkoły jazdy, który pod koniec doszkalania wziął mnie pod swoje skrzydła, że… spokojnie patrzę w przyszłość.  Z tego półrocznego kursu wyciągam wiele nowych rzeczy dla siebie. To dobry znak, świadczący o rozwoju. Kurs ten nauczył mnie naprawdę wiele, np: pokory, zwiększył zaufanie do siebie i do świata. Utwierdził w przekonaniu, że warto ufać innym, tylko trzeba ich świadomie wybrać. Instruktorzy dobrej szkoły jazdy są najlepszymi przykładami takich ludzi godnych zaufania. Właśnie zadzwoniła sekretarka, podając mi harmonogram jazd na ten tydzień. Wszystko mi pasuje, nie kręcę nosem, że raz na siódmą, raz na dziewiętnastą. Nie dyskutuję, tylko zawierzam, że tak ma być. Niepotrzebny tu bunt, oraz wtrącanie swoich trzech groszy. Tę energię spożytkuję podczas lepszego opanowania techniki jazdy. Dostosowuję się, słucham ludzi, którzy  lepiej się znają w tej materii ode mnie. Jakie to super uczucie!!!! Rozpiera mnie duma, że ktoś chce mnie nauczyć czegoś tak konkretnego, jak kierowanie samochodem. Pojawia się uczucie podziwu i wdzięczności dla tych ludzi, którzy czuwają nade mną. Przestaję parzyć jak pokrzywa. Katia

Dodaj komentarz »

Pozdrowienia ze wszechświata!

Tak oto pozdrowiło mnie dzisiejszego ranka słońce:

Zdjęcie1566

Poniżej obrazek z serii: Bukiety. Tym razem z obłamanych przez porywisty wiatr gałązek fioletowej fasolki:

Katia

Zdjęcie1562

Dodaj komentarz »

Czy codzienność może być wyjątkowa?

Zdjęcie1555

Jak pewnie zdążyliście się przekonać, jestem wielką fanką codzienności, z jej wszelkimi niedogodnieniami, które moim zdaniem, dodają jej smaczku i pikanterii. Czy to zbyt proste podejście?  Czemu? Czy we wszystkich naszych poczynaniach musi przeważać intelekt i wytłumaczenie rozumowe? Moim zdaniem nie. Im głębiej zanurzam się w sobie, tym utwierdzam się w słuszności podejścia opartego na intuicji i zaufaniu swemu wewnętrznemu głosowi. Zatem, z mojego punktu widzenia, ze środka procesu rozwijania samoświadomości, wyznaję zasadę, że najlepiej, gdy codzienność dekorowana jest okruchami wyjątkowości. Czym dla mnie są owe „okruchy”? To są bardzo różne rzeczy. Cudowne w swej prostocie. Niektóre się powtarzają i trwają niezmiennie na placu boju, takie jak:

1. Kawa o wyszczerbionym kubku, zrobiona przez męża.  Ona zawsze poprawia mi nastrój. Jestem pewna, że dodaje do niej coś specjalnego…

2. Wylegiwanie się w łóżku w pochmurny sobotni poranek, gdy tyle jeszcze przede mną.

3. Krople po deszczu, spływające po liściach kapustnych, czasem tak ogromne, że miniaturyzujące cały świat!

4. Zachód słońca, za każdym razem wprawiający mnie w zachwyt.

5. Historie opowiadane przez chmury, wiatr i ptaki.

6. Czyjeś spojrzenie złapane znienacka, potwierdzające przynależność do tego samego rodzaju ludzkiego. ………………. A dzisiaj?

  • Myśl, że rozpoczęłam właśnie urlop. Towarzyszy jej delektowanie się poczuciem dobrze wykonanej pracy przed. Dałam radę podomykać zaczęte ludzkie sprawy najlepiej, jak to było możliwe, na miarę swoich możliwości.
  • Na fali tego dobrego samopoczucia, jeszcze więcej siły dodaje mi myśl, że dzięki powyższemu, tym bezkarniej mogę leniuchować i świętować.
  • Odpuszczenie sobie zbyt wczesnego zrywania się i wkręcania w czynności związane z zaległymi pracami na rzecz gospodarstwa domowego i zagrody.
  • Podjęcie decyzji, że tegoroczne 19- dniowe wakacje upłyną mi w nurcie slow. A przynajmniej świadomość, że mam na to wpływ. Autentycznie czuję, że to ode mnie zależy!!!!!!!!!!!!!!! Ja wybieram, czy będę spędzać je w myśl motta przyjętego od dziadka Stasia: „Najpierw praca, potem odpoczynek”, czy może odwrotnie… Łapiecie różnicę?
  • Zmieniam też nastawienie do tego, dlaczego syn nie zadzwonił jeszcze przed przekroczeniem granicy, o co go prosiłam /wyjechał z dziewczyną i jej rodzicami do krewnych w Niemczech/. Może po prostu też chce mieć wakacje od mamy, od rodziców, od domu?
  • Niewyczerpalnym źródłem pozytywnych wzmocnień wciąż i wciąż jest dla mnie MUZYKA, cały ten nieodgadniony dźwiękowo- uczuciowy koktail… Ostatnim takim cudownym lekarstwem dla skołatanej duszy jest Codeine z przesłaniem slow, przyznajcie, że wyprzedzającym swój czas… Wszak to sam początek lat 90-ch! No i wciąż na nowo odkrywana Morphine. Kolejny raz słucham a jakobym po raz pierwszy, niesamowite doznania… Posłuchajcie „Cure For Pain” i sami się przekonajcie Pozdrawiam Was baaaaaaaaardzo slow. Katia
Dodaj komentarz »

Lipcowy poranek…

Dodaj komentarz »