xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Chabry i maki

Do tej pory nie miałam świadomości, że komuś chabry i maki mogą kojarzyć się inaczej, niż z sielskością natury, wiejskimi łagodnymi klimatami, wspomnieniami z bezpiecznych chwil w dzieciństwie… Trochę mi głupio i wstyd, gdy przeczytałam kawałek biografii Stefana Themersona w „Literaturze na świecie” nr 9-10/2013

„Kiedy miał cztery lata, wybuchła pierwsza wojna światowa. Stan Wojny był dla niego Naturalnym Stanem świata. Nie były nim dorodne róże w kryształowym wazonie, ale czerwone maki i niebieskie chabry /raczej chabrowe…/ w łusce pocisku kaliber 75 mm, fotografia ojca operującego rannego żołnierza, pudełeczko w którym trzymał Order św. Stanisława i kilka szarych szrapneli wydobytych z ludzkich ciał…”.

Kolejny raz przekonałam się o ulotności empatii, oraz manierze forsowania przez ego swoich  przekonań, skłonnościach do przenoszenia na innych swoich odczuć… A przecież każdy może mieć inaczej.  Życie polega na różnorodności. Na szczęście.

Katia

maki i chabry w Krępcu k/ Świdnika

Reklamy
Dodaj komentarz »

Kilka refleksji na temat przemocy

Mijają dwa miesiące, od kiedy zaniechałam pisania na tym blogu. Piszę za to dużo w innych miejscach. Lecz to, co mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu, najbardziej pasuje do zamieszczenia tutaj. Moje przemyślenia snują się we mnie po lekturze niepozornej książki w formie rozmowy Krystyny Ruty- Rutkowskiej z Marianem Pankowskim, którą kupiłam na wyprzedaży za 1 pln.

Pankowski ok. 1929

jako profesor w Brukseli, 1972

Pankowskim zaczytywałam się na przełomie liceum i studium; pamiętam tamten klimat z powiewem wolności w „Bukenocie” i „Matuga idzie„. Cenię go za doktorat o Leśmianie /choć nie czytałam/ i jasność umysłu. Teraz znajduję w tej małej książeczce wiele odpowiedzi na swoje pytania i utwierdzam się w niektórych swoich przekonaniach. Z mojego punktu widzenia, jako osoby zaangażowanej w rozwikłanie mechanizmów rządzących przemocą, szalenie ciekawe, że się tak niezręcznie wyrażę, są doświadczenia obozowe Pana Mariana. Nie od dziś wiadomo, że przeżycia więźniów obozowych i osób tkwiących w matni przemocy domowej są podobne. Tak samo skutki, z koronnym PTSD.

Wprowadzeniem do ciężkiej przemocy w kacecie były przeżycia Pankowskiego z czasów młodego żołnierza, wykonującego bezsensowne, poniżające rozkazy polskich oficerów w imię pruskiej dyscypliny. Pankowski twierdzi, że przeżył dzięki wrodzonemu optymizmowi, który odziedziczył po matce i wierze, na pograniczu magicznego myślenia… No bo jak sklasyfikować jego podejście do nadanego mu numeru obozowego w Auschwitzu 46333, w kategoriach szczęśliwego numerku, bo kończącego się trzema trójkami? Ale oddam głos samemu autorowi.

„… Ten optymizm towarzyszył mi cały czas. Kto wie, czy nie był jednym z lekarstw, które mi pozwoliły przeżyć obozy. Bo kiedy transportem przewieziono nas do Gross- Rosen, do mego drugiego obozu, otrzymałem inny numer: 8495. Kiedy przyjrzałem się temu numerowi, pomyślałem to samo: szczęśliwy numer. Widzi pani tę symetrię: po ósemce jest dziewiątka, a po czwórce piątka. No i to się dobrze w cudzysłowie ułożyło…”

-„… Nałkowska w Dziennikach stwierdziła, że jest w stanie wytrzymać rzeczywistość, ponieważ nie jest nam dana cała naraz. Może dlatego pan był w stanie wytrzymać tę rzeczywistość?/…/ Oddzielił się pan od niej pancerzem planów na przyszłość, pancerzem przekonania o własnym szczęściu i wybraniu, pancerzem literatury. Oddzielał on pana od bezpośredniego odbierania okrucieństwa rzeczywistości obozowej.

– Nie wiem, czy oddzielał. Być może przykrywał płaszczem urody literackiej. Pamiętam mój poemat Auschwitz, w którym opisuję wymarsz oddziałów więźniów z obozu przy dźwiękach orkiestry: to było upatetycznione. Wszystko było jak gdyby naświetlone, jak przezrocza literackie zastępujące rzeczywistość pierwszego stopnia. Ja niczego nie przesłaniałem, ale natychmiast umieszczałem w jakimś aparacie, który przetwarzał w literaturę, nie wspomnienie, ale fakt literacki, który znajdzie swoje miejsce w epice, w dramacie czy gdzie indziej.

Ma pani rację, rzeczywistość się nie zapisywała we mnie w pierwszym stadium, tym materialnym, autentycznym, tylko pozostała do dziś właściwie zbiorem epizodów, które już wtedy były ujęte jako literatura.”

Pankowski miał szczęście, bo czuł się wybrany do przeżycia pomimo wszystko oraz potrafił skorzystać z terapeutycznej funkcji pisania.  Odziedziczył – jak przyznaje silny gen optymizmu po matce. Przy tym miał talent do przetwarzania literacko rzeczywistości. Jakie strategie mogą wybrać dzisiejsze „ofiary” przemocy domowej? Częstokroć tak zmęczone praniem mózgu i rodzeniem kolejnych dzieci, że nie mają zwykłej ludzkiej siły do powiedzenia „nie!”. Moją rolą jest im to uświadomić. Poszerzanie świadomości – to początek odzyskiwania wpływu na swoje życie.

Zamierzałam napisać z trochę innej perspektywy, ale mi uciekło i wyszło jak wyszło.

Katia

Dodaj komentarz »