xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Rozwój

tumblr_mbj7o7Jogd1qae4moo1_500

– Skąd w tobie tak silna potrzeba wspierania ludzi w rozwoju?

– Mam głębokie przekonanie, że rozwój jest sensem istnienia i siłą napędową naszego jestestwa.

– Więc rozwijaj się…

– Rozwijam się, rozwijam… To karmiące uczucie, dające nieograniczone możliwości… Dlatego chciałabym dzielić się nim z innymi .

– Jak ci jest, gdy dzielisz się z innymi?

– Bezpiecznie. Błogo.

– Co czujesz, gdy dzielisz się z innymi?

– Czuję radość, bo dobro zatacza coraz szersze kręgi.

– Co czują inni?

– Zapytaj ich o to.

– A ty wiesz?

– Wiem.

– Powiesz?

– Nie.

– Serio?

– Serio.

– Poczekam… Przekonamy się.

– …

– Odbyłaś daleką drogę, z miejsca, gdzie się ostatnio rozstałyśmy. Widzę postęp w twoim dochodzeniu do siebie.

– Już się nie zatrzymam!

– Jak ci jest w tym miejscu?

– W sam raz.

– Tylko tyle?

– Aż tyle.

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

słucham

Pomiędzy plewieniem w ogródku a przyrządzaniem obiadu słucham Massive Attack, które odkrył mój mąż. Kilka minionych lat /przed 2012 rokiem/ przebiegło mi ze szczątkową muzykę w tle. Teraz próbuję nadrobić ten głuchy czas, słuchając namiętnie różnorodnych rzeczy i utalentowanych  ludzi. Wolę taką siebie- otwartą na muzykę, nie oceniającą, nie krytykującą, potrafiącą się powstrzymać z wypowiadaniem „na każdy temat”. Cudownie jest sięgać po to, co potrzebne w danej chwili.

Katia

Dodaj komentarz »

wakacje!

Pierwszy dzień urlopu i od razu załapuję rytm slow. Po wczesnym przebudzeniu udaje mi się odpłynąć ponownie w sen, co do mnie niepodobne.  Ale najpierw zerwałam łubiankę pysznie niedojrzałych czereśni, uprzedzając nienapasione szpaki. Cudownie jest mieć świadomość tylu wolnych dni i ciekawości co się w nich wydarzy.

Przedpołudnie upływa nam /mnie i mojemu mężowi/ na słuchaniu Portishead. Można się zasłuchać i pomarzyć, porozmyślać, pisać, a nawet gotować obiad przy tej muzyce. Podziwiam skupienie, z jakim wokalistka i muzycy oddają się wspólnemu tworzeniu.

Dodaj komentarz »

Przestarzałe CV czas wykreować

Zdjęcie0513Dzisiaj kolejny odcinek coachingu, prowadzony przez niewiarygodnie charyzmatyczną coachini. Porozumiewamy się na poziomie duchowym, chemicznym; czuję namacalnie, że doświadczam istnienia fizyki kwantowej. Tak miało być. Znajduję potwierdzenie swojej drogi życiowej. Życie w tej chwili ma dla mnie wymiar z kategorii wolności i przestrzeni. Nieoczekiwanie karmiący czas… Słyszę siebie, jak wypowiadam kilka słów na koniec o tym, że już się nie zatrzymam, a coachini pieczętuje moją drogę. Odbieram ten gest z jej strony niczym certyfikat i błogosławieństwo.

Niesamowite rzeczy mi się przydarzyły. Nawet przestała mnie boleć głowa. Rano źle wystartowałam.  Wita mnie nieprzyjemny chłód. Zapomniałam klucza od mamy mieszkania. Kontaktuję się  z nią  przez okno, by przerzucić reklamówki z darami. Chyba właśnie wtedy zaczął się ten ból głowy, ale nie na pewno. Potem korki, nerwowe dywagacje, czy mój mąż zdąży na autobus, zastanie lekarza, czy mama się wystarczająco ogarnie przed wizytą u lekarza, bo przecież nie mogłam się do niej dostać i jej pomóc. Różne myśli i wątpliwości przelatują przez moją głowę, lecz do żadnej się nie przywiązuję zanadto. Niepokoi mnie, że ból głowy utrzymuje się pomimo wszystko. Kolejne nieoczekiwane wsparcie przychodzi od młodszej koleżanki z prawej strony, z którą rozwijam zaczętą wczoraj relację. Jest doradcą zawodowym, prowadzącym szkolenia i oferuje mi konkretną pomoc. Proponuje mi kreatywną obróbkę mojego przestarzałego CV… Po wczorajszym buszowaniu w necie, w poszukiwaniu fajnych ofert pracy, uświadamiam sobie konieczności przeredagowania CV, a dzisiaj …

Wysłałam we wszechświat swoją prośbę i potrzebę, a odpowiedź nadeszła nad wyraz szybko. Jestem wdzięczna mojej intuicji, że mnie prowadzi.

Katia

Dodaj komentarz »

Gwałtowne odwrócenie fali upałów

W porównaniu z wczorajszym tropikalnym dniem, dzisiejszy wita mnie nad wyraz chłodno. W najcieplejszym momencie jest zaledwie 19 stopni, co nie wzbudza mojego zaufania.  Na domiar złego zepsuła się szyba w samochodzie, którym wiezie nas koleżanka, więc mamy wymuszoną cyrkulację zimnego powietrza, i owiewa nasze szyje i krzyże.  Nie mogę się dzisiaj skupić, chce mi się spać i mam jakieś zawieszenia nastroju. Slajdy o schizofrenii, depresji, samobójstwach i w ogóle dzisiejszy temat, którym się  zajmujemy, wzbudza silne emocje z obszaru ciemnej strony życia. Uzgadniamy z U., że „Sala samobójców” wpłynęła na nas traumatycznie, wręcz dołująco. W ogóle dużo dzisiaj wymieniamy się pomiędzy merytorycznymi treściami i komunikujemy kodami. Podoba mi się to. Czuję  ożywienie, bo potrzebowałam wspólnoty, czuję przypływ energii i pokrzepienie, bo realizuję potrzebę przynależności do grupy. Odbieram pozytywne sygnały z otoczenia, takie jak: akceptacja, przychylność, wzięcie pod uwagę.

Zdjęcie0510

Tym razem szkolenie mamy z lekarzem psychiatrą, nie pierwszej młodości, co nieco doświadczonym, który okazuje się bardziej kontaktowy, niż zakładałyśmy, więc nie jest tak źle…/tak, tak, po stronie szkolących się, znów same kobiety…/

Na obiad zrobiłam ekspresowe ryżotto, a teraz pożeram trzeci talerzyk czereśni, pazernie /takie dobre!/ i kompulsywnie /czuję jakiś niepokój w ciele, może przez to brzęczenie komarów, a może z powodu jakiegoś telefonu, który muszę wykonać; brak czarnej parzonej kawy w organizmie też nie jest bez znaczenia/.  Czereśnie wyrywane niemal z dziobów chmar szpaków, tym bardziej cenne, choć niedojrzałe ale dobre. Pierwsze co mogę zrobić TERAZ, to poprosić męża o zrobienie kawy, a potem zobaczę.

Katia

Dodaj komentarz »

Kwiat lotosu

Wczoraj przeżyłam ostatni dzień pracy, zanim urlop, przed którym jeszcze jadę na 4-dniowe szkolenie. Wczoraj doświadczałam natłoku spraw o wyjątkowej trudności, wymagających pilnego opracowania, jak to zwykle bywa przed urlopem. Czas galopujący wzdłuż, wszerz i  na ukos dociskał mnie do ściany, spod której zerkała Jednooka Zuzanna… Były momenty, w których  chcę zrezygnować ze szkolenia, gdy dociera do mnie, że nie zdążę ze wszystkim, z czym powinnam, aby odpoczywać ze spokojną głową.  Po prostu nie jestem w stanie pozamykać wszystkich okien. W pośpiechu mogę zrobić błędy, które obrócą się przeciwko mnie. Po głębszym zastanowieniu i konsultacjach z koleżankami, decyduję się nie odpuszczać szkolenia, a do biura wpaść któregoś dnia dokończyć to co terminowe. W ten sposób znalazłam optymalne rozwiązanie.

I bardzo dobrze, że zawierzyłam swojej intuicji, bo z całą stanowczością pragnę stwierdzić że dzisiejszy dzień coachingowy był  za-rą-bi-sty!!! Prowadząca coachini /?/ cudownie i wysokojakościowo odjechana, a zarazem konkretna i merytorycznie skupiona, kiedy sytuacja tego wymaga. Otrzymuję nieoczekiwany prezent, z jej inicjatywy: mini- sesję coachingową na forum grupy. Zgadzam się na bycie workiem  treningowym, a otrzymuję w zamian przeprowadzenie przez metaforę, która jeszcze teraz we mnie pracuje. Rację miały moje trenerki NVC, podkreślając ogromną rolę metafory w pracy rozwojowej z ludźmi. Pamiętam któreś zajęcia z Lusi, podczas których  opowiadała o tym, jak metafora zakotwicza i buduje pozytywny obraz samego siebie na długo w pamięci. Potem, w drodze do domu, notuję na otrzymanych materiałach coś ważnego, skrótami, aby zdążyć. Wychodzi mi, że teraz, gdy stanę szczerze ze sobą twarzą w twarz, nie potrzebuję już tak bardzo akceptacji dla siebie ze strony innych ludzi. /to znak, że siłę i poczucie własnej wartości czerpię z siebie/ Właściwie, to zostały z tej potrzeby śladowe ilości. Na pierwszy plan wybijają się za to potrzeby: tworzenia, wzbogacania życia innych oraz informacji zwrotnej.

Pracuje we mnie symbol wodnego kwiatu i po swoistej medytacji odkrywam jego imię: LOTOS. Jeszcze trochę popracuję nad naturą lotosu i jaki ma ona związek ze mną… Co to może znaczyć dla mnie… Jaka z tego płynie nauka… Nie ma we mnie niepokoju, pomimo że tak dużo wody wokół, a ja do tej pory znałam siebie z tej strony, że nie umiem pływać…

Płatki lotosu otwierają się wraz z pierwszymi promieniami słońca, a zamykają się nocą. Podobnie umysł ludzki otwiera się dzięki światłu wiedzy. Nieskalany błotem, w którym rośnie, kwiat ten symbolizuje także czystość serca i umysłu i przypomina w ten sposób, że człowiek pomimo wszelkich niesprzyjających okoliczności zawsze powinien zachowywać wewnętrzną czystość.

http://kwiatlotosu.wordpress.com/2013/04/22/badz-wolny-od-opinii-innych-ludzi/

Katia

Dodaj komentarz »

Chcę tworzyć!

Stavronikita project

Przyszedł czas, w którym potrzeby z obszaru tworzenia, wybijają się ponad potrzeby z kręgu uczenia się.

– Co to znaczy?

– Może to, że nasyciłam się wiedzą dość?

– Czy to możliwe, aby nasycić się wiedzą?

– Widocznie możliwe, skoro tak czuję.

– Człowiek uczy się przez całe życie…

– Na tę chwilę, /która nie wiem ile potrwa…kilka godzin, czy dni/ czuję, że mam dość wiedzy, aby ją  zintegrować i zastosować. Mam gotowość do wprowadzenia wczytanych teorii w praktykę. Mogłabym zrobić warsztaty… mini warsztaty…

– Spokojnie… To rób.

– Zrobię. Tylko dla jakiej grupy?

– Masz w sobie dużo niecierpliwości, co może być denerwujące dla otoczenia. Pomyśl, czy nie bierzesz na siebie za dużo naraz? Chciałabyś od razu myśl wprowadzić w działanie, a gdzie cały proces?

– Uległ skróceniu?

– Ale po co?

– Bo cały świat przyspiesza…

– Więc ty zwolnij… Pozwól czasowi tkać ten proces… Czemu bierzesz wszystko na siebie?

– Z jakiegoś starego przyzwyczajenia. Z powinności.  Z zachłanności. Z poczucia obowiązku, mającego swe korzenie w dzieciństwie, kiedy musiałam być dla siebie taką matką i ojcem, jakich nie miałam… Często musiałam sama decydować o sobie, gdyż decyzje podejmowane przez moich rodziców były sprzeczne z moimi potrzebami i widzeniem świata.

– Pewnie jesteś bardzo zmęczona?

– O tak…

– Może teraz powinnaś odpuścić sobie w niektórych obszarach i pozwolić innym na wzięcie więcej odpowiedzialności?

– Chyba tak. Zwolnię tę przestrzeń, przesunę się trochę… Nie muszę już wszystkiego kontrolować.

– Jak ci jest z tym?

– Rozluźniam się i mam w sobie więcej spokoju… Uśmiecham się… i czuję, że ten stan mi służy… Czuję, że jest ok. Na tyle mogę sobie odpuścić… ale na więcej już nie.

Katia

Czy to witraż, czy motyl ? Ich wspaniałe, przezroczyste skrzydełka są prawdziwym cudem natury. Hiszpanie nazywają je „espejitos”, czyli małe lustereczka.

Dodaj komentarz »

Rozpuściłam się…

Wybrałam się do miasta, na ulice, jak to się mówi, w samo południe, gdy temperatura w słońcu dochodzi do 50 stopni. Czemu więc dziwię się, gdy doświadczam wrażenia rozpuszczania,  jak lody wożone w kasku wiele lat temu przez ojca? Przypomina mi się jego widok na motorze, w kłębach kurzu wiejskiej drogi, z jedną ręką na kierownicy a drugą trzymającą kask z lodami… To jeden z najprzyjemniejszych wspomnień związanych z dzieciństwem.

Piję wodę i sok pomidorowy litrami, pryskam się wodą z kranu, zręcznie lawiruję pomiędzy cieniami drzew, podjeżdżam kiedy mogę autobusami, w biurze wiatrakowo na otwartych drzwiach… lecz to wszystko daje ulgę na chwilę…  Nawet wieczorem, już po szalonej burzy i ulewie, powietrze stoi w miejscu i nie daje zasnąć.

Poniżej natknęłam się na fajne połączenie czytania z kojącym szumem i chłodem wody w upalny dzień, taki jak dzisiaj…

Book fountain | Flickr – Photo Sharing!

Katia

Dodaj komentarz »

Ugotowałam się!

Ugotowałam się w czasie południowego wyjścia w miasto, a teraz zasypiam nad książką tak chce mi się spać. Jutro na 2 zmianę, ale pojadę wcześniej, gdyż nieprzytomnie umówiłam się z zaprzyjaźnioną panią pedagog. Zadzwoniła  niefortunnie, gdy zbierałam się na grupę wsparcia; obie byłyśmy zdenerwowane, więc doszło do zaburzeń komunikacyjnych.  Podczas tych czterech minut, wielokrotnie przesiadałyśmy się do różnych autobusów… Gdy uprzytamniam sobie że umówiłam się za wcześnie i próbuję naprawić swój błąd, pedagog nie odbiera telefonu. Przed pracą muszę wyszykować mamę na badania. Pójdzie z nią starszy syn, ale to ja jestem odpowiedzialna za jej image i visage… W końcu rozluźniam się, gdy z pomocą przychodzi mi koleżanka, deklarując zgarnięcie mnie samochodem po drodze… Odebrałam dziś wynik mammografii, z płytką, trochę odłączona od świadomości przez ten upał. Gorączkowo czytam opis, najpierw ogarniam tekst całościowo, aby wyłapać ogólny sens, potem zatrzymuję się na każdym słowie. Chyba nie ma nic niepokojącego, ale nie wiem na pewno, trzeba dopytać lekarza. Na pewno nie ma obco brzmiących słów, raczej ogólny zarys, nie wiem, czy to taka praktyka, a może po prostu nie mieli co więcej napisać, bo jest ok…

http://www.beatapawlikowska.com/diary,list,3569.html

Katia

Dodaj komentarz »

Teorie teoriami

Teorie teoriami, bo ja i tak postąpię zgodnie z tym, co czuję. Bywa, że gdy się uprę,  w zgodzie ze sobą, to nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać, nakłonić, namówić.

Dzisiaj uderzenie upału, ale nie narzekam. Pierwszy dzień w tym roku jest wystawiona w biurze woda… Inauguracja lata. Na przekór i pod prąd,  zabrałam dziś z domu piękną, bajecznie kolorową parasolkę zakupioną wczoraj podczas deszczu. Pastelowe turkusy dopełniają odcieni lazurowych, w które się odziałam. Trwa gorączka przedurlopowa. Kumulacja spraw,  jak co roku, tradycyjnie przed wakacjami.

Wczoraj atmosfera zagęszcza się niebezpiecznie, bo sprawy się komplikują, ludzie nie donoszą dokumentów, więc stoję z robotą i wpadam w panikę, że nie zdążę… Do tego stopnia, że budzę się po drugiej w nocy i włączam świadomość. Kręcę się po domu, rozmyślam. Zdążyłam nawet umyć włosy i zrobić wypasioną jajecznicę z pomidorami i szpinakiem.

A dzisiaj sprawy przybierają zgoła lepszy obrót. Brakujące papiery przyfruwają, podopieczni docierają podpisać wymagane oświadczenia, nawet z szefową ustalam ważne kwestie w przyjaznej atmosferze… Czy to koniec świata?

Katia

Blackfield – End of the world – YouTube

Dodaj komentarz »