xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Niedopowiedziane

paffel

Czuję przypływ ulgi i uwolnienia złych emocji, od kiedy wpadłam, że:

” Jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że pokazali mi jak nie żyć”. Rozwijam się  w tłumaczeniu tego zdania- klucza Dżeremu, gdy jedziemy  samochodem odwiedzić ojca w szpitalu. Znaczy to dla mnie tyle, że właśnie osiągnęłam wyższy poziom świadomości, wybaczając moim rodzicom to, że nie stanowili dla mnie pozytywnego wzorca. Obserwując ich postępowanie i podejście do codzienności, miałam wskazówki do zastosowania w swoim życiu, ale… dotyczące tego, czego nie robić, aby nie powielić ich błędów i stylu życia.

Smutna to prawda, lecz jednocześnie dająca ukojenie. Z tej perspektywy mam większe poczucie sensu. Bardzo długo i boleśnie dochodziłam do tego miejsca. Mogę teraz powiedzieć, że dorosłam w relacji z rodzicami. Rozprawiłam się z tym supłem emocjonalnym.

– Czemu dopiero teraz?

– Na tak postawione pytanie nie umiem odpowiedzieć

– Czemu tak długo trwało twoje dorastanie w tym obszarze?

– Co znaczy „długo”? Brzmi to jak ocena, nawet zarzut. To sugestia, że mogłam krócej?

– Ty wiesz najlepiej

– Więc wszystko stało się w swoim czasie. Nie mogłam przyspieszyć wylęgu i transformacji uczuć w realnym życiu.  Pomimo, że usilnie ćwiczyłam w warunkach laboratoryjnych…np. na warsztatach w Szkole, pisząc różne formy…

– …lub podczas rozmowy z osobą, która ma gotowość do wysłuchania i się nie spieszy…

– Oj, tak. Takie osoby są bardzo pożądane!

Właśnie za tym tęsknię najbardziej. Za zwykłą niespieszną rozmową z życzliwą osobą, dzięki której jest szansa na uporządkowanie i zaktualizowanie swoich poglądów…

– Może nawet zmiany przekonań…

– Może nawet, lecz zostawmy niedopowiedziane

– Czy teraz możesz wziąć większą odpowiedzialność za swoje życie?

– Wydaje mi się, że tak

– Więc daj wreszcie mentalny spokój rodzicom i żyj swoim życiem!

– Łatwo powiedzieć…

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Filmiki

Zespół Primus wyhaczył mój mąż, podczas podróży po perkusji i basie. Czy ktoś słyszał o nich? Są znani w wielkim świecie choćby z podkładu muzycznego do South Park.

Trudny to dla mnie czas związany z chorobą nowotworową ojca. Od kilku miesięcy codziennie podejmuję próby radzenia sobie z myślami przepływającymi przez moją głowę. Czasem są to całe historie, mające swoją fabułę, początek, kuluminację  napięcia i zakończenie. Bywają w tych filmikach też dobre zakończenia. Jak to, że ojciec żyje sobie jeszcze jakieś 5 lat. Zdarza się, że ucinam projekcję w mechanizmie obronnym. Jeszcze nie jestem gotowa.  Do chwili obecnego położenia się w szpitalu, ojciec palił nieprawdopodobne ilości papierosów. Właściwe nie do policzenia, jako, że sam je sobie skręcał.

Jestem wdzięczna moim rodzicom,  za to, że pokazali mi jak nie żyć„- przeczytałam w kalendarzyku Zwierciadła podczas jazdy do pracy. W związku z tym, że było to napisane odręcznie,  rozedrganym autobusowym pismem, bez cudzysłowów, z całą pewnością dotyczy mojego życia.

To już koniec, bo zaczynam cytować samą siebie.

Katia

Dodaj komentarz »

Miniona sobota

AndrzejO, Światło

Wciąż wracam do minionej soboty, tyle się działo. Ważny telefon od A. Czuję radość, że zadzwoniła, pomimo, że nie odpisałam na maila.  A ja nie zaglądałam do komputera, bo  siedziałam w ogródku, wykorzystując rozsypującą się pulchną ziemię i sprzyjającą temperaturę. Obsypywałam warzywa, przesadzałam,  eliminowałam chwasty, itp. Czuję wdzięczność do A., że bierze mnie pod uwagę w swym świecie. Podczas rozmowy, pomimo dzielących nas kilkuset kilometrów /i tego, że nie widziałyśmy się jeszcze na żywo!/ czuję się wysłuchana i poszanowana w swej odrębności. Rozmowa ma wielką moc. Nawet telefoniczna.

Rozmawiajmy. Nie zamykajmy się w swych twierdzach lęków, urazów i fałszywych ambicji.

Katia

Dodaj komentarz »

Piękno tego świata wzbudza… trwogę

Gdy w sobotę sadziłam pomidory,  na wydartym pokrzywom i perzowi poletku, pomiędzy kompostownikiem, a czarnymi bzami, poczułam jakieś zamieszanie w moich włosach. Trochę trwało, zanim zgrałam wszystkie parametry i zareagowałam. Przyznam, że efekt był piorunujący. Po przegarnięciu włosów, w dłoni zostało mi  coś kosmatego i soczyście zielonego.  Zachwycająca, ważka uczepiła się grzbietu mojej dłoni, a wyglądała tak misternie, jakby sfrunęła z witraża Mehoffera. Przez błysk sekundy patrzymy sobie w oczy-  a przynajmniej ja tak to odbieram. Przeczuwam, że coś podobnego mógł przeżyć  Mircze Eliade, gdy spotkał się nos by nos  z jaszczurką… Pamiętam, jak onegdaj wstrząsnął mną ten fragment z  jego „Dzienników”. Ale co z „moją” ważką? Decyzja o darowaniu jej życia zapadła w okamgnieniu. Po tym, jak poczułam pokusę, /pragnienie? impuls?/ zatrzymania jej tylko dla siebie… wstrząsnęła mną świadomość, w jaki podręczny i dostępny sposób mogę to osiągnąć.

Piękno tego świata okupione jest cierpieniem i śmiercią?

Zderzenie z czymś absolutnym /do czego zaliczam  piękno/ uruchamia dawno nie odwiedzane przeze mnie zakamarki mózgu. Dotykam peryferii świadomości. Nie za długo.

by Leszek Bielecki

to mogła być istota z tego gatunku

Niedzielny poranek upłynął mi na ciągnięciu tego wątku z moim mężem.  Pamiętam, że to na pewno była niedziela, bo raczyłam się w łóżku kawą o wyszczerbionym kubku, świeciło obłędne słońce, a czas płynął niezobowiązująco leniwie.

Jakiś ześwirowany odprysk z mózgu zabójcy pięknej dziewczyny otarł się o moje pobliże, przebijając świadomość. Było to ciekawe doświadczenie w kategorii poznawczej. Odesłałam go do nadawcy czym prędzej. Nie chciałam, by zagnieździł się na dłużej. Wystarczyła mi owa galopująca chwila skanowania przekroju procesów i motywacji. Samo przeniknięcie.

Katia

Dodaj komentarz »

Czytam… z wypiekami na twarzy

Zdjęcie

Nie mogłam się powstrzymać i w przypływie większej gotówki nabyłam w końcu „Dziennik Mistrza i Małgorzaty”. Od kilku miesięcy zachodziłam do „Empiku”, aby wziąć do ręki to opasłe tomisko, powąchać, pokartkować, zaciekawić się.

Niezwykłe świadectwo upartego życia, zanurzonego w twórczości. Pomimo wszystko. Pomimo nękań i prześladowań ze strony władzy. Dokument prawdziwej miłości w totalitarnym świecie. Konsekwentnego dążenia do celu, którym jest pisanie, wyrażanie siebie poprzez twórczość. Krzepiąca, zachwycająca opowieść!!!

fragm. z dziennika „Pod butem”, zarekwirowanego przez bezpiekę

„… moje przemęczenie i poczucie beznadziei są ogromne. Nie mogę pisać. wszystko, co napisałem, zostało zakazane, jestem zrujnowany, zaszczuty, zupełnie samotny.  Po co trzymać pisarza w kraju, gdzie jego utwory nie mogą zaistnieć. Proszę o humanitarną decyzję i wypuszczenie mnie…”

i drugi:  „Potworne uczucie: jestem coraz bardziej zakochany w swojej żonie. Jaka szkoda- przez dziesięć lat odżegnywałem się od swojego… Baba jak baba, a teraz zniżam się nawet do lekkiej zazdrości. Ma w sobie coś miłego i słodkiego. I jest pulchna…”

Recenzja książki: Michaił i Jelena Bułhakowowie, „Dziennik Mistrza i Małgorzaty” | Mistrz, czyli więzień – Polityka.pl

Katia

Dodaj komentarz »

Bez oczekiwań

Być bez oczekiwań, żądań.

Ludzie są, jacy są. Przecież nie mogę liczyć na to, że dostanę od nich zbyt wiele, jeśli cokolwiek. Każdy jest samotną twierdzą. Tylko czasem nasze spojrzenia mają szansę się spotkać.

Katia

 

Dodaj komentarz »

Dbałość o szczegóły

Jest we mnie tęsknota za wieczornym zapachem maciejki, za polem truskawek pomiędzy łanami zbóż, dłonią babci na mojej głowie… czyli wszystko już było… Co ciekawe, nie tęsknię za niewiadomym, mglistym, nieokreślonym. Moje tęsknoty są konkretne, pewne siebie.

Katia

Dodaj komentarz »

Zbyt dużo naraz

Zbyt dużo naraz.

Katia

Dodaj komentarz »

Jak mi jest po drugiej stronie?

Potrzebuję towarzyszenia.

Potrzebuję wysłuchania.

Znowu z ogromną siłą dobija się we mnie potrzeba wyrażania siebie, potrzeba autentyczności.

Potrzebuję bezgranicznej akceptacji.

Bez krytyki i oceniania.

Nie potrzebuję pocieszania, dawania rad.

Po drugiej stronie jest mi zimno i samotnie.

Po drugiej stronie nie mogę złapać kontaktu z innymi.

Nie wiem gdzie są Ci wszyscy ludzie, którzy mogliby po prostu być.

Ciekawi siebie nawzajem.

Katia

Dodaj komentarz »

Cały tydzień…

Cały tydzień w swej rozciągłości jawi mi się w intensywnie skrajnych barwach. Od poniedziałkowego zachwytu nad światem materialnym, smakowanym z pozycji pieniądza, poprzez nadzieje na fajne szkolenie z superwizji zasiane we wtorek, a ukręcone 3 dni później aż do bardzo smutnych wiadomości dotyczących mojego brata, a objawionych przez Dżerego podczas dzisiejszego odwożenia do domu. A przecież, pomiędzy, kolejne /jak co środę i czwartek/ warsztaty z rodzicami w wiejskich szkółkach, trudy codzienności zawodowej, pisanie, słuchanie, dawanie rad / na prośbę/, szereg czynności,

Katia

Dodaj komentarz »