xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Wszechświat mi sprzyja!

księżyc kontra latarnieZdjęcie0401Dziś dwa razy suszyłam kozaki w biurze. Kolejne buty przemoczone na wylot lądują pod kaloryferem w domu. Wczorajsze jeszcze dosychają. Nie wiem w czym pójdę  jutro do pracy. Poszukam  jakichś fajnych tzw. śniegowców; nie wiem, czy jeszcze takie produkują. Tylko co założę na nogi , aby pochodzić po sklepach naprawdę nie wiem. Może wybiorę się z  koleżanką samochodem, to jest myśl. Cały dzień zacina wiatr z drobnym deszczykiem po twarzy.

Pomimo to twierdzę, że wszechświat mi sprzyja.

W południe namierzył mnie telefon z bardzo fajną propozycją przeprowadzenia warsztatów dla rodziców nastolatków, a przed chwilą odebrałam intrygującego maila z równie ciekawymi i twórczymi dla mnie możliwościami…

Naprawdę nie mam na co narzekać, choć usilnie szukam punktu zaczepienia… szukając przeciwwagi, jakby podświadomie zabezpieczając się przed porażką, nie dowierzając w swą szczęśliwą gwiazdę. Tak jakbym chciała zamortyzować przykre skutki upadku. Jakiego upadku? Dlaczego akurat upadku?

Nawet w nagłówku maila z jakiegoś banku reklama zaczyna się od tekstu: „Dobro wróci do ciebie, jeśli…”

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Samobójstwo paprotki

Gdy wczoraj otworzyłam drzwi do pokoju w biurze, po weekendzie, stanęłam jak wryta.  Paprotka- jedyna żywa roślina/oprócz nas / popełniła samobójstwo, skacząc na główkę pod biurko. Nie wytrzymała już tego napięcia. Tak, tak, odeszła jako najsłabsza z naszego grona.  Głaszczę jej zmierzwione, miejscami przesuszone włosy i przekonuję się, że nic się nie da zrobić… Wrzucam ją więc do plastikowego worka i mówię adieu… Zarwała się półka dźwigająca dziesiątki książek, setki papierów i ulotek, które rozsypały się po całej podłodze. Prawie godzinę  sprzątam pobojowisko. Potem ludzie ciągnący do mnie, rozdeptują resztki ziemi z roztapiającym się śniegiem i robi się swojsko, jak na podwórku po wiosennym deszczu. Tęsknimy za wiosennym powietrzem, po którym zachce nam się, ale tak z całego serca umyć okna… Katia

Dodaj komentarz »

Ranking tygodnia

Potrzebuję uporządkować sobie  ten tydzień, wręcz poukładać w tabelkach… Ja, która organicznie nie toleruję takiej formy przekazu, być może ze względu na ograniczenia zewsząd liniami?

– Skąd wobec tego taka potrzeba? O czym to może świadczyć?

– Może o nabraniu większego zaufania do siebie?

– W czym to się przejawia u ciebie?

– No właśnie w akceptacji wszystkiego czego doświadczam. Daje mi to dużo do myślenia… Tak jakbym usadowiła się mocno i wygodnie w sobie, nie bacząc na zewnętrzne okoliczności. Czerpię garściami z możliwości, jakie daje daje poczucie wewnątrzsterowności. Mam swoje granice, ustanowione przez siebie. Kieruję się intuicją. Wsłuchuję się w swój wewnętrzny głos i jeśli tylko pójdę za nim, zawsze dobrze na tym wychodzę.

– No to dawaj ten ranking!

KATEGORIE I NOMINACJE

I  Co mnie zaskoczyło?

1. Intensywnie wymieszana z obrazem i fabułą muzyka Michała Lorenca z filmu : „Wino truskawkowe”, na podst. opowieści galicyjskich Stasiuka

2. Że mąż zmienił tapetę z pięknej femme fatale kroczącej z siekierką, na nasze zdjęcie sprzed kilku lat, na którym tryskamy taką radością i beztroską, że nawet gdy o tym piszę uśmiecham się naturalnie… A podpisał je: ” Upiększasz moje dni”… Na tym zdjęciu, zrobionym przez przyjaciół w lesie, mój mąż mnie obejmuje, ale jest z tym sporo zamieszania; uchwycony został na nim ruch i TA CHWILA, w której przepływa przez nas życie…

II Dlaczego płakałam?

1. Bo uświadomiłam sobie, że nieuchronnie zaczął się etap dorastania… a ja jak nie miałam beztroskich wakacji, tak nie mam…

III  Strategie na poranne wstanie z łóżka

1. Dzisiaj już piątek!!!

IV  Skąd czerpałam radość?

1. Za każdym razem gdy zasiadam do komputera, z patrzenia na to nasze zdjęcie, na którym emanujemy czymś tak pozytywnym i globalnym, że poważnie się zastanawiam nad przerobieniem go na plakat aby podzielić się tą energią z innymi, a przy okazji zarobić trochę grosza… tylko skonsultuję ten pomysł z moim mężem. Może wrócę do tego jutro…

2. Z programu: „Gdybym dorosła”, w który weszłam mailowo. Skakały we mnie iskierki radości, gdy Ewa przysłała mi pierwszego maila w poniedziałek. Brakuje mi tylko czasu, by zająć się wszystkimi polecanymi obszarami. Czuję się poza tym tak przeładowana treściami pisanymi przez innych, że odpuszczam sobie  w tej chwili czytanie kolejnych książek.

V  Na co nie miałam wpływu?

1. Na przebieg słynnego zebrania między działowego, które  nazwaliśmy cynicznie: „pokaz slajdów”.

2. Na śnieg zasypujący całą moją nieuwagę

3. Na to, jak się czują inni

VI  Rozczarowania

1. Wymiarami pralek automatycznych ładowanych od góry. Żadna nie pasuje do upatrzonego miejsca w naszej miniaturowej łazience!

VII  Jak ukoiłam swój ból

1. Nie udało mi się skutecznie ukoić swojego bólu

VIII Kiedy miałam poczucie, że to  co robię ma sens?

1. Gdy dostałam maila od koleżanki ze Szkoły, że bardzo jej się podoba to jak piszę. To „bardzo” miało ponad 20  „a”… Czyli to było bardzo bardzo.

2. Gdy Pani kierownik zgarnęła mnie do siebie na drugi dzień po  owym feralnym zebraniu, biorąc mnie wreszcie pod uwagę w tym wyścigu szczurzyc na honorowym miejscu i uznając w końcu moje argumenty przy ustalaniu szczegółów dalszych obowiązków, na moich warunkach. Czyli: będę prowadziła grupę wsparcia, co b. lubię, ale zdjętych zostanie ze mnie część mozolnych czynności, które pochłaniały mi mnóstwo czasu i generowały biurokrację.

VIII Kiedy pojawiały się „wtargnięcia”, z obszaru PTSD /stresu pourazowego?

1. Po owym feralnym zebraniu między działowym, ciągle przypominały mi się obrazki i sekwencje z niego wyjęte… To było jak pranie mózgu.

IX   Kiedy czułam, że mam wsparcie z zewnątrz i połączenie z innymi ludźmi?

1. Gdy koleżanka z pokoju powiedziała z błyskiem w oku przy porannej kawie: „Gdy wczoraj zamawiałam sobie książkę z empiku, to pomyślałam, że ty też tak zamawiasz książki z empiku przez internet…

2. Gdy dostawałam od Was maile lub sms-y

X Kiedy czułam ulgę?

1. Gdy pomyślałam i poczułam, /a działo się to podczas porannej jazdy do pracy/ że NIC NIE MUSZĘ. Taki spokój mnie wypełnił… gdy wpadło mi,  na granicy olśnienia, że zacznę pisać innego bloga… może będzie się nazywał: „Qltóralnie i muzycznie”, może całkiem inaczej… Będą to ciągle zapiski z podróży wgłąb siebie, ale głównie przez pryzmat muzyki, literatury, filmu i malarstwa. Znaczy się z  perspektywy twórczości. To kolejna moja odsłona i strategia na życie, na pokonanie udręk i powtarzalności codzienności … Żeby chciało się chcieć wchodzić w kolejny dzień.

Może tak, może inaczej.

Katia

Dodaj komentarz »

SMS o treści: A00544 na nr 7122

http://www.blogroku.pl/2012/kategorie/xia-ga-codziennol-ci,3g3,blog.html

W drodze do pracy dzisiaj, środkiem komunikacji miejskiej, pojawia mi się przebłysk myśli o końcu tego bloga. Czuję nadciągający koniec pewnego etapu w moim życiu. Wiem, że coś musi umrzeć, aby mogło się narodzić coś nowego.  Ze spokojem akceptuję ten proces we mnie i w ogóle wszystko, co się we mnie pojawia.

Czas przyspiesza we mnie w zawrotnym tempie. Trochę mi się kręci od tego w głowie. Mam wrażenie, że przeskakuję po 2 stopnie.

Jeśli chcecie, możecie zagłosować jeszcze na mojego bloga, /do 31. stycznia/  w takiej postaci, w jakiej jest. Namiary powyżej, w tytule posta.

Nie będę się napinać za wszelką cenę. Nie będę przypodobywać się nikomu. Będę jak zwykle po swojemu, w zgodzie ze sobą. Nawet jeśli by to miało być kosztem zgody ze światem. Pomimo wszystko, ale nie za wszelką cenę.

Katia

Dodaj komentarz »

Śnieg

Przekopuję się przez śnieg własnej nieuwagi. Mozolnie drobię kroki na  wyślizganych obcasach, wyobrażając sobie, że idę na szczudłach. Taka gra na przetrwanie, umilająca mi czas podczas drogi. Jestem w drodze. Już się nie zatrzymam. Pomimo zwałów śniegu mielących się pomiędzy moimi krokami,  wciskających się wszystkimi szczelinami pod ubranie, za kołnierz, pod sznurówki. Pomimo wiatru siekającego po twarzy. Pomimo szczękania zębami, które mam wrażenie słychać w całej galaktyce. Przemieszczam się uparcie i konsekwentnie jak taki mały migający punkcik na mapie. Spece z NASA już mnie namierzyli.

Znalazłam  swój wiersz sprzed dwóch lat, bardzo dobry na lipcowe upały…

czy zasłużyłam sobie

ma miskę strawy Panie?

my sweet lord?

jestem tak znużona

kluczeniem do zmierzchu

po omacku…

nie! musisz jeszcze więcej popracować

bardziej się przyłożyć!

masz do przejścia połowę kroku

śnieg nie stanowi tu żadnej przeszkody

śnieg jest tylko wymówką

zbyt łatwą i banalną

więc!

otrzep płaszcz

podskocz dwa razy w półobrocie

i podążaj dalej

nie komplikuj sobie życia

Katia

Dodaj komentarz »

Człowiek

Dalajlama zapytany o to, co go najbardziej zadziwia na świecie odpowiedział:

„Człowiek. Bo poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoja przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości ani w przyszłości. Żyje tak, jakby miał nigdy nie umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”…

Mówiąc całkiem serio, jeśli chodzi o mnie , to STARAM SIĘ żyć tak, aby mnie nie dotyczyły powyższe słowa… Choć zgodzę się z Larry Wingetem, że samym staraniem się, nie zdarzyło się nikomu podnieść choćby ołówka z podłogi… Katia

Dodaj komentarz »

Sen

Usnęłam wczoraj nieoczekiwanie pod nowym puchatym ciepłym kocem, odsłuchawszy już niezbyt przytomnie czołówkę z „Na dobre i na złe”. Wszystko przeważa za tym, że musiało być przed 21-szą. Nie powinno więc nikogo dziwić, że przebudzam się po 2-giej, skoro mi potrzeba 5-6 godzin snu. Co robić w tę zimową noc, aby nie obudzić domowników paleniem światła czy odpalaniem kompa, który chodzi jak czołg? Pisać lub czytać przy latarce? Rozmyślać o niebieskich migdałach? Układać  w głowie plan na dzień? Oddychać? Nie oddychać? Zasypiam w końcu nie mogąc się zdecydować co wybrać. Ale robi się jeszcze gorzej. Śni mi się praca. Koleżanka z pokoju siedzi w pobliżu mnie i prowadzi jakieś horrendalnie trudne rozmowy przez telefon. Ja przy swoim biurku, jak zazwyczaj, zatopiona w swoich sprawach. Kątem ucha rejestruję coraz cichszy głos koleżanki,  jakbym oddalała się i wyłączała ze świadomości.Ona tymczasem płacze i robi się cała zapuchnięta od tego beczenia, szlochania i mazania się. W końcu dociera do mnie, że te wszystkie żale kieruje w moja stronę…

-„Widzisz jakie mam problemy, a ciebie to nic nie obchodzi, ty mi nie chcesz pomóc, nikt mi nie chce pomóc”…

-„Przepraszam, taka jestem zmęczona… Po prostu zasnęłam… nie wiedziałam, że mówisz to do mnie… ” – przebudzam się znad komputera

Dzwoni prawdziwy budzik w telefonie, a ja nie mogę się ruszyć. Bolą mnie mięśnie i kości i w żaden sposób nie mogę wstać. Przyszedł taki dzień, w którym przesuwam budzik o godzinę i podejmuję decyzję że pojadę następnym autobusem. Koleżanka jest szczerze zakłopotana zamieszaniem jakiego mi narobiła podczas snu.  Całkiem serio obiecuje, że już więcej nie będzie. Katia

Dodaj komentarz »

On- line

Dziś jestem wszystkimi zmysłami podłączona do życia. Mam poczucie wspólnoty z innymi istotami ludzkimi, jakkolwiek to może dziwnie wyglądać, ze wszechświatem. Jak w powleczonym odcieniami granatu śnie Avatara. Nastąpiło jakieś przełamanie w tych moich udrękach z codziennością.  Po skończeniu najpilniejszych spraw / po mojej myśli/, łapię oddech i mam trochę wyluzowanej radości z jechania na tym samym samym wózku z innymi. Nawet sobie podśpiewujemy dzisiaj przy skubaniu bawełny… Nie wiem od czego zależą takie skrajności  w odbieraniu rzeczywistości. Z pewnością to wypadkowa wielu czynników.

Dziś jestem wszystkimi zmysłami podłączona do życia… Jakoś niestosownie to zabrzmiało w kontekście niedawnej eutanazji bliźniaków z Belgii. W telewizji powiedzieli, że zanim odeszli z tego padołu…wypili z rodzicami kawę i pomachali im na pożegnanie… Głuchli i tracili wzrok w takim tempie, że obawiali się bycia ciężarem dla niemłodych już rodziców… Słuchając tych informacji, podanych w formie skrótowego newsa, doznaję wrażeń bliskich jak przy „praniu mózgu”.  Czuję się atakowana i manipulowana sposobem przekazu takich informacji. Wyłączam telewizor. Nie chcę się nad tym dalej zastanawiać, bo czuję, że rozchwieję się całkowicie i nie będę zdolna do podejmowanie dalszych zwykłych czynności życiowych. Ale wciąż nurtuje mnie i dręczy pytanie: „dlaczego podjęli decyzję  o odłączeniu się od życia?”.

Katia

Dodaj komentarz »

Zabbblogowałam się

Zablogowałam się… i musiałam odpocząć od tego całego szumu i gwaru. Codzienność stała się dla mnie ostatnio jak uciążliwa choroba, z którą się trzeba zmagać, wciąż i wciąż ją pokonywać. Jest to o tyle męczące, że pochłania mnóstwo mojej energii, zarówno tej bieżącej jak i głębszych, witalnych zasobów.

W ostatnim „Coachingu” natknęłam się na radę dotyczącą „rozciągnięcia doby”, oczywiście subiektywnie.  Naukowcy z Harwardu wpadli na pomysł, że poświęcanie czasu innym powoduje poczucie zwiększenia jego ilości. Wyszli oni z założenia, że dzielimy się z kimś tym, czego sami mamy dość, a nawet nam zbywa. Może tak być, ale niestety nie jest w moim przypadku. Ja czuję się w ciągłym niedoczasie, pomimo że całkiem sporo chwil poświęcam innym. Pójdę dalej: tak dużo swojego czasu daję innym ludziom, że dla mnie zostaje go tyle co kot napłakał, jakieś resztki i ścinki,  od większych kawałków.  Katia

Dodaj komentarz »

Gonitwa

Mam to, co chciałam. 2013 rok. Dążyłam do niego jakimś dzikim pędem, jak w transie. Myślałam, że dokonają się przełomowe zmiany wokół mnie, które spowodują, że będę miała mniej pracy i w moich komórkach zagości spokój. Tymczasem,  po chwilowym wyciszeniu, robi się młyn podobny jak w grudniu. Na samą myśl o tamtym przeładowanym pracą czasie zaczyna mnie mdlić. Potrzebuję wzmocnić się tłuszczami omega 3. Podczas wczorajszych zakupów mam ochotę wgryźć się w makrelę na miejscu! To taki głód siedzący gdzieś w głowie. Rekompensujący niedostatki i niedobory w różnych sferach. Jestem tak przesiąknięta smutkiem patrząc na to, co się dzieje w pracy, którą żeby nie było wątpliwości wciąż bardzo lubię, że mam ochotę pozabierać z niej wszystkie swoje książki i czasopisma , resztę wrzucić do niszczarki i wyjść po prostu zamknąć za sobą drzwi i nie musieć ich więcej otwierać. No tak, tylko włącza mi się taśma z racjonalizacją i wyświetla się przede mną kolorowy neon: „CO Z KREDYTAMI???”. Jeszcze trochę. Pielęgnuję  w sobie marzenie o stworzeniu własnego miejsca pracy. Na razie jestem na etapie projekcji slajdów. Katia

Dodaj komentarz »