xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Sylwester w biurze i w domu

Biuro a jakoby nie biuro w ten ostatni dzień  roku. Cisza, spokój, ustała bieganina na korytarzach i trzaskanie drzwiami. Plan roczny wykonany- melduję sama sobie; ostatnie 2 wywiady odpływają dziś ode mnie, do realizacji. Udało mi się zakończyć wszystkie napoczęte sprawy. Ten Sylwester odbywa się bez szampana i życzeń noworocznych, lecz wigilia była tak wypasiona i uroczysta, że nie wymagajmy zbyt wiele… „Potęgę podświadomości” i „Zdrowie emocjonalne” Osho zostawiam w szufladzie, aby ująć sobie ciężaru. Nie zdążyłam zajść do Empiku po „Atlas chmur”, ale rabat  z Paybacka ważny jest do 5-go stycznia, więc zdążę.

Nie kupiłam w tym roku szampana, bo tak naprawdę nikt go nie lubi poza mną, a samej mi się pić nie chce. Zresztą, został prawie cały alkohol ze świąt /piwa sztuk 4, nalewka Frankiego i drugi mocniejszy trunek ledwie napoczęty/ z powodu problemów zdrowotnych uniemożliwiających jego konsumpcję.

Mam w końcu to czego tak chciałam: upragniony koniec 2012 roku!!!

Sukcesem dla mnie jest to, że nie zasypiam przed północą, a to dzięki niesamowitemu koncertowi na 15-lecie /to już 15 lat?!/ Kapeli ze Wsi Warszawa. Są naprawdę mocni. Wzruszam się tym bardziej, że zaprosili do wspólnego grania dwie postaci szczególnie dla mnie ważne: Leszka Możdżera i Pablopavo. Świetny koncert, naprawdę godny oglądania, słuchania i czerpania wtedy, kiedy jest się naprawdę spragnionym. Oni są jak czysta woda ze studni czasu… Spróbuję znaleźć ten właśnie występ. Tymczasem wrzucam może trochę  naiwny w swej prostocie klip, ale tryskający radością i pozytywną energią, jak się to kiedyś mówiło…

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Spektakl na niebie

Obudził mnie nocny kaszel zza prawego boku i po spaniu. Pełnia księżyca na zachodzie kontrastuje z różowościami wypełzającymi na wschodniej linii horyzontu. Cudowne magnetyzujące widowisko. Poświęcam się i wychodzę zarzucając płaszcz na piżamę  byle zdążyć. Udaje mi się pstryknąć parę zdjęć, które potem wrzucę. Czego chcieć więcej? Żyć w zgodzie z naturą i sobą, „być uważnym, pełnym pasji”, cieszyć się chwilami, zauważać okruchy podsuwane przez codzienność. Pisać. Katia

wschód słońca znad studni…

Dodaj komentarz »

Podświadomość

Zachód słońca nad łąką… przez kuchenne okno

Czytam  „Potęgę podświadomości” Józefa Murphy i dobrze mi z tym. Przekonuje mnie jego prosty sposób przekazu, przemawia odwołanie się w przypadku delikatnej materii umysłu do potwierdzonych naukowo praw obecnych w  fizyce czy chemii.

„…Gdy podświadomość zaakceptuje jakiś pomysł, natychmiast zaczyna go realizować. Jest to równie zadziwiające i fascynujące, jak to, że podświadomość urzeczywistnia zarówno dobre jak i złe myśli. Dlatego, myśląc negatywnie powodujesz niepowodzenia, rozczarowania i nieszczęścia. Gdy jednak twoje myśli są harmonijne i twórcze, jesteś zdrowy, odnosisz sukcesy i dobrze ci się powodzi…

Po którymś przebudzeniu, pojawia mi się myśl, że będę gotowa do pisania książki, jeśli całkowicie pozbędę się naleciałości przypodobania się otoczeniu i przestanę za wszelką cenę dążyć do wytłumaczenia wszystkiego. Książkę zacznę pisać dopiero wtedy, gdy zbiorę się w sobie i zacznę kreować z całą odpowiedzialnością swoją rzeczywistość bez uciążliwej konsultacji… Czyli jeszcze trochę…Katia

Dodaj komentarz »

Zwykły dzień

Poczułam się na tyle dobrze, aby wyruszyć ogarnąć podwórko. Podgrabiłam pod pniaczek szczapy drewna,  sprzątnęłam psie kupy, które wyłoniły się spod śniegu, schowałam pod dach trochę suchych gałęzi i nawet wgramoliłam się do zapola po belkę siana dla kóz. Kozy wybiegły w radosnych podskokach mecząc jakoś tam i strosząc swe zimowe futra. Zatrzymały się skołowane przed zaoranym ogrodem,  mocno rozczarowane skubnęły przymarznięte obierki z warzyw. Bryknęły do sadu, a tam kolejny zonk, żadnych jabłek, ziemia skuta lodem. Zawróciły więc do chałupy.

Pozytywne wibracje daje mi słońce, które drugi dzień świeci bardzo jasno i promiennie. Starszy syn  wraz z mężem dopadnięci zostali przez wirusa w II-ej turze i dobrze, bo kto by się nami opiekował, gdybyśmy padli wszyscy naraz? Młody który miał iść na bilans potrzebny do szkoły, oddaje swój numerek bratu, jako bardziej potrzebującemu. Udaje im się dostać do lekarza komfortowo, gdyż  wozi ich autem kumpel. A mnie się udaje rozpalić pod kuchnią /tylko raz mi gaśnie ogień!/ i wskakuje na konto nagroda roczna transzą po 15-ej! Będę mogła uzupełnić najpilniejsze potrzeby. Taki to zwykły – niezwykły dzień. Katia

Dodaj komentarz »

Światło

Za którymś razem budzi mnie mocne słońce rozświetlające cały pokój. Pierwszą myślą jest: „jak to dobrze, że tak świeci, łatwiej się wstawało tym, co już wstać musieli…” Mnie się udało wziąć ostatnie 3 dni urlopu przysługującego na ten rok. Idę do biura dopiero w Sylwestra. Tak się umówiłam z dziewczynami z pokoju, które wolały przyjść pomiędzy świętami.

Wyglądam za okno, a tam soczyście zielona trawa! Czy wygląda na grudniową? Co najwyżej listopadową, żeby nie sięgać za daleko do października. Wyłączyłam grzejnik, bo w domu cieplutko. Same pozytywne rzeczy mi się przytrafiają w ten czwartek.

„Killing me softly”- to jeden z moich ulubionych evergreenów. Wyciągnęłam zapomnianą wersję Franka S.

Podczas październikowego pobytu w Warszawie, gdy biegłam na autobus mający mnie zawieść do hotelu Mamaison, z kryształowej mgły u wylotu metra wyłoniła się dziewczyna okutana w wełniane paczworki, wydziwiająca na saksofonie. Ale wpierw doleciała do mnie melodia killing me softly, co  tak mnie kompletnie zaskoczyło, że zatrzymałam się dopiero paręnaście metrów dalej. Już wtedy żałowałam, że nie zawróciłam, by rzucić grosza. Katia

Dodaj komentarz »

Resztki śniegu

Resztki śniegu bożonarodzeniowego wsiąkają w rozmarzniętą ziemię. Nastała odwilż. W mojej chorej   zatoce zagościł sulfarinol, dzięki czemu ma się znacznie lepiej. Za to Młody kaszle, chociaż po wieczornym przewietrzeniu się /dosłownie wiało, że hej!/ twierdzi, że mu przeszło. Męża zgięło późnym wieczorem, ni stąd ni zowąd. Teraz dosypia sen wypiwszy napar z miodem, cytryną i goździkami. Kto będzie koło nas chodził, martwię się i wgląda na to, że starszy syn, jako jedyny póki co w pełni sił. Czuję jak napływa do mnie spokój, bo dziś nie muszę się napinać na czas. Goście pojechali dalej i będziemy sami swoi. Katia65321_405118106224924_1112815387_n

Dodaj komentarz »

Jak ja nie lubię świąt!!!

To prawda, że nie lubię świąt i chciałabym, aby minęły jak najszybciej! Mam na myśli te święta „z urzędu”, ogólnodostępne… Bo tak w ogóle, to bardzo lubię celebrować swoje małe i duże wydarzenia. W  swoim czasie i tempie.

Nie lubię masówek, dzikich spędów, tej bezsensownej bieganiny. Jakoś nie odnajduję poprzez święta poczucia wspólnoty… Sorry, tak mam. Łapię połączenia przy innych okazjach. Może to moja rogata, kiedyś buntująca się, a dziś… dążąca do autentycznego wyrażania się dusza… Może taka cecha, którą długo brałam za… robienie wszystkiego na przekór,  pod prąd… a teraz widzę w perspektywie, że… całe moje dotychczasowe działanie jest niczym innym jak przejawianiem swobodnej ekspresji i szukaniem sposobów na wyrażanie siebie!!!  Tak, tak, wychodzi na to, że największą popularnością cieszy się u mnie potrzeba autentyczności! W rankingu częstotliwości realizacji, to ona wiedzie prym.

Czasem bym chciała polubić święta, lecz uwierzcie, pomimo że bardzo się staram… zawsze coś mi przeszkadza. Ktoś się naburmuszy, ktoś obrazi, nie przyjdzie ten, co powinien, ktoś odezwie się nie tak, ktoś w ogóle, coś mi się przypomni, a dopiero jazda się zaczyna, gdy  cień zahaczy o cień… W tym roku wiele zamieszania i nerwów przez opornych siostrzeńców, którzy mają swoje plany i nie chcą być w święta u nas!!!

Poza tym Monday odeszła w Boże Narodzenie, takie to wciąż nierealne jest dla mnie i bolesne.

W tym roku jakby wszystkiego było mało, powaliło mnie choróbsko paskudne i obrzydłe.

Ale za to… przy okazji świąt zadzwoniła moja dawno nie słyszana przyjaciółka i dobrze mi zrobiła ta długa rozmowa… więc teraz trochę już lubię…

Za oknem wiatr targa najbardziej oporne kiście nasion akacji. Tylko pozostałości po śniegu przypominają o zimie, lodzie i mrozie.

Święta miną już jutro, na szczęście.

Coraz bliżej do końca roku!

Katia

Dodaj komentarz »

grudniowe reminiscencje

ktoś zgarnie

szczodrą ręką

sukienki ze smutnych wieszaków

koszulki z nierównych półek

chustki znad toaletki

do czarnego worka

…………………….

w pełnym słońca blasku

może to wszystko

będzie wyglądać inaczej?

nie tak tragicznie

a worek będzie chabrowy

jak czyjeś oczy w zbożu

przyłapane znienacka

Katia           24.12. 2012r

Dodaj komentarz »

Hibernacja

jestem w hibernacji

odrętwiała od

nadmiaru wspomnień

z duszą przymarzniętą do kręgosłupa

poobgryzaną jak rybi szkielet

wykorzystany przez kota

w cudownym bezruchu

wszechświata

który przystanął na chwilę

aby mi się przyjrzeć

22.12.2012r  Katia

Dodaj komentarz »

Śpiewaj jak najdłużej, Nick!

Ta muzyka przebiega  w dzikim galopie, rozświetlając we mnie mocne punkty, cementując tożsamość. Pamiętam jak słuchałam jej dawno temu w malutkim pokoju niepokornego I. który już nie żyje, a który wielbił i zarażał tym swoim uwielbieniem wszystkich którzy znaleźli się w zasięgu „Birthday Party”. Wtedy nie przywiązywałam do tego jakiejś szczególnej wagi, po prostu słuchaliśmy dużo różnorodnej muzyki, pisaliśmy wiersze, spędzaliśmy w naszej grupie naprawdę dużo czasu razem na gadaniu o tym co mamy w środku. Teraz, po tylu latach muzyka z tamtego czasu ożywia mnie i przywołuje tamtą fajną energię…która musiała być we mnie przez te wszystkie lata w bezruchu, a teraz to co wyczynia z głosem Nick Cave, powoduje jej uruchomienie. Podobnie jak lustro wody zmącone palcami. Niesamowita osobowość! Charyzmatyczna wrażliwość! Niepospolity talent! Wzruszenie! To jest właśnie wizualizacja empatii! Zrobię kiedyś warsztat na kanwie twórczości wyciągniętej z jaskini… Katia

Dodaj komentarz »