xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Po wierzchu

Ostatnio żyję po wierzchu. Ledwie dotykam naskórka życia. Nie zagłębiam się zanadto, nie drążę po próżnicy i bez tego zawiłych spraw. Tak po prostu u mnie jest teraz, od kilku dni. Chcę podkreślić, że nie jest to stan tożsamy z pływaniem białej ryby po powierzchni stojącej wody. Na samą myśl wywołującą wizualizację, wstrząsa mną dreszcz odrazy! Nie, nie i jeszcze raz nie! Najgorszą rzeczą, jaka mogłaby mi się przydarzyć jest poczucie, że pływam jak zdychająca ryba pod powierzchnią stojącej gnijącej wody. To są moje finalne podrygi; z trudem łapię ostatnie hausty powietrza i wywracam się w końcu bezradnie brzuchem do góry…jeszcze raz podkreślę: TAK NIE JEST ZE MNĄ!!

PO WIERZCHU WYGLĄDA TAK, że nie nadinterpretuję, nie nadaję sprawom większych znaczeń niż one same mają dla siebie.  Zdjęłam z nich nadmierne potencjały ważności , idąc za radą Zelanda. Nie roztrząsam, nie przeżuwam…jak mi lekko!! Katia

Dodaj komentarz »

Moje wymarzone miejsce pracy

To takie miejsce, w którym:

1. Są obecni ludzie, zwierzęta i rośliny.

2. Mam wpływ na swoje otoczenie i przestrzeń.

3. Współpracuję z ludźmi z kręgu mojej ” psychicznej rodziny”- jak to nazywa C.P. Estees  w „Biegnącej z wilkami”.

4. Źródło utrzymania daje mi praca, którą przyczyniam się do wzbogacania życia innych ludzi, zwierząt i roślin.

5. Mając dobre intencje i kierując się w pracy uczciwością, autentycznością i szczerością, otrzymuję te same wartości od innych.

6. W mojej wymarzonej pracy dzielę się z innymi swoimi talentami, zdolnościami i doświadczeniami, a inni też dzielą się ze mną.

Teraz najbardziej potrzeba mi zaufania do samej siebie i cierpliwości, że nie klaruje mi się jeszcze coś konkretnego. Chcę  pamiętać, że to proces, który przebywam w swoim tempie. Chcę mieć  więcej  zaufania do procesu i tempa… /tylko czemu to tak wolno idzie?!!!/

Katia

Dodaj komentarz »

Powrót do pracy

Powrót do pracy po 2,5 tygodniach urlopu/łącznie 18 dni/ należał do udanych. I chociaż ze starego nawyku trochę biadolę na ten temat, to na szczęście w porę uświadamiam sobie, że jestem już przecież w innym miejscu!! Przywołuję w sobie postanowienie o zaprzestaniu procederu narzekania!!! W samą porę. Udało mi się przesterować, wyszarpać z trybów wahadeł.Tylko trochę postrzępiłam sobie przy tym spódnicę, ale mniej niż poprzednio. Czuję radość i dumę z postępu. Teraz dotarło do mnie, że zabrakło mi świętowania tego sukcesu, co niniejszym czynię  pisząc o tym. Dzielę się swoimi odkryciami, utrwalając jednocześnie od zapomnienia dzięki tej formie.

Czuję smutek, bo coraz bardziej brakuje mi odzewu i przepływu.  Minęło 5 miesięcy od kiedy piszę tego bloga i czuję, że chcę czegoś więcej. Do niedawna wystarczało mi samo pisanie, mające charakter porządkująco – rozwojowy.

Teraz chcę czegoś jeszcze.  Co by to nie było, odbieram to jako coś budującego, krzepiącego, dającego nadzieję. Katia

Dodaj komentarz »

jeszcze Jung- o energii

Wciąż mnie fascynują i inspirują teorie Junga. Nie tak łatwo się z nim rozstać, tzn. z książką z biblioteki.  Wg Junga dynamiczny aspekt osobowości polega na stałym przepływie energii pomiędzy jej różnymi strukturami. I tak energia usunięta z jednej struktury np. EGO zostaje przeniesiona do innej np. PERSONY. Jeśli coraz więcej wartości zostaje wypartych do ciemnej strony osobowości, jaką jest CIEŃ, to staje się on coraz silniejszy.

Zasady termodynamiki w odniesieniu do osobowości w sposób dla mnie przystępny i przekonujący rozwinął  Vadim Zeland. Ciągle się dziwię, że znajduję w tym proste przełożenie. Aczkolwiek pamiętam o tym, że zasad zachowania i wyrównania energii z poletka nauki ścisłej jaką jest fizyka nie można przenieść 1:1, do rozważań  z kręgu osobowości, gdyż psychika jest systemem JEDYNIE CZĘŚCIOWO ZAMKNIĘTYM/na szczęście…choć śledząc scenę polityczną dochodzę do wniosku, że nie dla wszystkich…/.

Poczułam niepokój i przyznam, że sporo zamieszania przedwczoraj rano, gdy przed wyjściem do pracy włączyły mi się porównania pomiędzy II prawem termodynamiki /…jeśli 2 ciała o różnej temperaturze pozostają ze sobą w kontakcie, to ciepło będzie przepływać od ciała cieplejszego do zimniejszego…/ a dawaniem empatii. Mam tu na myśli konkretny przypadek dotyczący mojego zawodowego kontaktu z klientami. Wpadłam przy okazji, a właściwie umocniłam się w odkryciu gdzie leży pies pogrzebany. Jeszcze nie wiem na pewno, ale wydaje mi się, że moim problemem jest odzyskanie energii, jaka tracę  przy dostrajaniu się do poziomu energii klienta…/”Przedmiot cieplejszy- np. ja traci swą energię termiczną na rzecz zimniejszego -np. klienta, ale może być odwrotnie, aż do momentu uzyskania takiej samej temperatury”/.

Teraz potrzebuję więcej czasu, aby się przyjrzeć gdzie mi coś nie gra i dlaczego w relacjach z ludźmi. Gdy się pozastanawiam i na coś wpadnę, to o tym napiszę. Katia

 

 

Dodaj komentarz »

Piwniczka z trudnymi sprawami

Mam tak, że pewne sprawy i połączenia między nimi muszą  „odleżeć”, jak dobre wino w piwniczce. W odpowiednim czasie ponownie kieruję na nie światło swojej uwagi. Ileż różności odkrywam! Zmian! Możliwości! Nowych myśli! Pojawia się nadzieja, spokój, pełnia! Wpadam na nowe rozwiązania! Wyłania się otucha, z której tworzy się przeświadczenie, że wszystko się dobrze rozwinie, ułoży. Opłaca się poczekać! Tyle prezentów dostaję i zauważam je!! Czasem  jednak… bywam niecierpliwa i poganiam samą siebie. Tracę wtedy możliwość pełnego doświadczenia całego procesu dojrzewania.  Tak się dzieje wówczas, gdy czuję czyjś oddech na karku, spojrzenie na plecach, zauważam grymas kącika ust, niecierpliwe bębnienie palcami w stół, jakieś sygnały lekceważenia, nieoczekiwane wyjście z pokoju…czyli mówiąc krótko nacisk wahadeł. Zdarza mi się jeszcze im ulegać. Budujące jest to, że mam sprawny włącznik autorefleksji. A także coraz więcej siły i oparcia w sobie, by reagować, wyrażać swoje pomysły i propozycje w takich sytuacjach.

Dbam o swoją piwniczkę. Co jakiś czas ją wietrzę, pozbywam się pleśni i gryzoni. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Zdarzają się sprawy tak nasiąknięte łzami, że nie sposób ich przechowywać w odpowiednim kształcie. Są tak odkształcone działaniem intensywnych emocji, że wymagają niestandardowego potraktowania. Jakiego? Może o tym później. Katia

Dodaj komentarz »

Jak umrzeć?

Czy lepiej umrzeć…he he he…jak Hrabal wychyliwszy się przez okno za gołębiami, czy jak Vonnegut, który dożywszy prawie 90lat w dobrej kondycji psycho- fizycznej, poślizgnął się banalnie na domowym schodku i zabił się na śmierć? Jeśli mogłabym wybierać, to wolałabym umrzeć w pełni władz umysłowych, nie straciwszy kontaktu ze swoją jaźnią, nie tak jak biedny Peter Falk, który pod koniec żywota nawet nie pamiętał, że grał porucznika Columbo…Wprost fatalnie.     Zresztą swoją drogą jakie to ma znaczenie potem? Z dzisiejszej perspektywy ośmielam się mieć takie życzenia, ale jaki to będzie miało sens wówczas?  Katia

Dodaj komentarz »

Ubrania

Mam z nimi jakiś problem. Może jest ich po prostu za dużo, chyba tak. Wczoraj podjęłam decyzję o spakowaniu do worka niektórych czarnych rzeczy. Nie wszystkich, ale takich, które nosiłam tylko na okoliczność żałoby. Zacznę małymi krokami. Podobnie jak z suchymi bukietami trudno mi się rozstać z niektórymi fatałaszkami. Katia

Dodaj komentarz »

Suche bukiety

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Pomimo szeroko zakrojonych planów i wielokrotnym nagłaśnianiu,  niestety nie zrobiłam porządków w swojej przestrzeni w zadowalającym wymiarze. Tyle o tym rozmyślałam i gadałam zamiast wziąć się do roboty. Nie zdążyłam. Zabrakło około 2,5 dnia. Tak więc suche bukiety przypominają wciąż o zimie, pomimo pełni lata. Mówiąc szczerze, to jest coś jeszcze. Gdy pomyślę o wyrzuceniu niektórych kompozycji, to czuję opór. Odciąga mnie od ich spalenia żal za stratą. Chcę jeszcze na nie popatrzeć. Mówiąc obiektywnie,  straciły już swą świeżość i stały się siedliskiem kurzu. Wazony czekają na przyjęcie nowych wyzwań. Jeszcze tylko pożegnalne zdjęcie…Katia

Dodaj komentarz »

Kaktusowe dziecię

Wygląda na to, że dla mnie wakacje się skończyły. Przewiduję powiew chłodnych nocy i poranków. Po niedawnych upałach przekraczających ludzkie możliwości przeżycia, od kilku dni upiorne, siąkające zimno. Pogoda funduje nam skrajności i kompletną anarchię. Tęsknię za małą stabilizacją, i większą przewidywalnością. Potrzebuję więcej trwałości i pewności. Oparcia o solidną kamienną balustradę a nie chwiejną siatkę z drutu. Tak właśnie teraz czuję swoje granice.

Jestem jak kaktusowe dziecię nasiąknięte oparami tego świata. Katia

Dodaj komentarz »

Nisza

Nie chcę porywać tłumów w oczekiwaniu na kierunek kciuków. Jestem o galaktyki oddalona od klimatu cesarstwa rzymskiego. Moją domeną jest b. wąska specjalizacja, pójście za głosem swojego serca, nawet jeśli jest to bardzo niszowe i niezrozumiałe dla większości.  Nie będę spłycać języka za cenę większej komunikatywności, bo cóż by miało to znaczyć? Zbyt duży dla mnie to koszt. Moje zainteresowania kręcą się wokół innych obszarów.

xxxxx

Właśnie uświadomiłam sobie, że zrzuciłam z siebie chęć przypodobania się innym. Jak wężyca skóry pozbyłam się …nie, ja już wystarczająco nasiąkłam tą potrzebą nieustannego potwierdzania swojego istnienia w innych ludziach…Teraz będę  szczególnie uważna na naskórek, który się tworzy pod wpływem unikatowych oraz innowacyjnych sposobów. Katia

Dodaj komentarz »