xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Wszystko na sprzedaż

Wyczytałam ostatnio w starej „Angorze”, że atrakcją przyciągającą klientów do knajpy na Ukrainie jest możliwość pojenia alkoholem złapanego na tę okoliczność niedźwiedzia…Gawiedź się bawi, pije, z misia ma ubaw po pachy, a obroty wzrastają. Poraziła mnie ta wiadomość. Czuję przeraźliwy smutek. Ci ludzie, którzy na to wpadli i ci, którzy to kupują, nie mają kontaktu z duszą, albo zaprzedali ją diabłu. W ostatnim, lipcowym  „Zwierciadle ” jest właśnie o tym. Wg Foxa „nasze dusze uschły…”. Ludzie są zdolni do niszczenia przyrody na wielką skalę, np. wycinania lasów równikowych, gdyż odcięli się od dusz zwierząt, roślin i innych istot, a  tym samym pozbawili się możliwości uczestniczenia w swobodnym przepływie energii we wszechświecie. Czuję to mocno, instynktownie. Pisałam o tym ostatnio przy okazji os i pająków. To mój mały świat, gdzie jeszcze mam wpływ. Małymi krokami zaczynam od siebie. Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Czas cukinii

Wpadłam na coś ważnego przy okazji wspomnienia o cukiniach z ubiegłego roku. Wczoraj rozpoczęłam sezon na leczo. Na moją prośbę Młody skroił w piękne ósemki dorodną cukinię.  Wysmażałam ją potem partiami w woku razem z ogórkami kiszonymi,  a oddzielnie kiełbasę. Ubiegłego lata pamiętam że przeżywałam bardzo silnie rozpacz z powodu upływu czasu…Z potrzeby chwili, w skrajnej desperacji napisałam ten wiersz…Gdy go czytam, to czuję bezgraniczny smutek bo potrzebuję otuchy oraz tęsknotę, bo potrzebuję kontaktu i wsparcia.

sierpniowe cukinie

jaka szkoda  że już nie lipcowe

wylegują się na podmokłych

plażach

w mym ogrodzie

podobne do miłych fok

bez oczekiwań

bez pragnień

gotowe na wszystko

pójdą pod nóż

któregoś przedpołudnia

niczego im nie będzie żal? Katia 30.07.2011

Dodaj komentarz »

Zbliżam się…

Od pewnego czasu odbieram sygnały ze swojego centrum dowodzenia, że zbliżam się do stanu, w którym będę mogła pisać książki. Na razie wystarcza mi to, że mam w sobie spokój i zaufanie do tego procesu. Kiedyś szarpałam się w panice i pośpiechu, zrywając połączenia trochę przez nieuwagę, niezupełnie świadomie.  Dziś mam w sobie więcej cierpliwości. Wzrosła moja świadomość. Nie napinam się już tak, nie poganiam. Z pewnością bardziej doceniam pokorę w sobie jak również  inne ujmujące cechy. Moje życie nabrało innej jakości od kiedy trwale polubiłam siebie i innych ludzi. Pracuję jeszcze nad wyjątkami…ale już ogarniam horyzont.  Katia

Dodaj komentarz »

Robię, co mogę

Bardzo mocno czuję, że naprawdę robię, co mogę, aby autentycznie być, wyrażać siebie, pokazywać, zachęcać. Przynajmniej szczerze próbuję. Mam dobre intencje. Odkrywam kawałki siebie, żeby im się przyjrzeć pod Waszą superwizją…Choćby dla jednej osoby było to w jakiś sposób inspirujące, to już mam wartość dodaną. Wszak piszę ten elektroniczny dziennik głównie dla siebie.

Naliczyłam 39 wpisów w lipcu, co biorąc pod uwagę czas ogórkowo- wyjazdowy napawa mnie radością, że zmobilizowałam się do pisania.

To jest mój sposób na kontakt. Może nieudolny i mało skuteczny, ale najlepszy, jaki udało mi się wymyślić. Drżę w sieci diamentów jak pająk wystawiony na podmuch wiatru lub czyjegoś widzimisię.  Potrzebuję więcej i więcej, znowu dopadł mnie niewysłowiony głód, pragnienie. Trawię własną energię w tym nienasyceniu.

Gdy już tak się wypiszę, ponazywam, pookreślam, to mogę zająć się czymś innym. Przychodzi refleksja: tyle się naopisywałam, pewnie wszystko z siebie wypisałam, niemożliwe, żeby coś zostało. Ale przychodzi kolejny wieczór czy poranek a we mnie znow wzbiera ocean słów…i   znowu chce mi się pływać. I płynę, choć wydawało mi się, że pływać nie umiem…Katia

Dodaj komentarz »

Dziś wiem…

Dziś wiem, nawet jestem pewna, że przyjdzie czas i na mycie okien. Już wiem, że zbliżam się do tego miejsca, w którym będę miała siłę i ochotę rozprawić się z nimi. Zdjąć ciężkie i lżejsze zasłony, wyprać je, wyszykować, podoczyszczać framugi, a szczególnie po rogach, z wykorzystaniem patyczków do uszu /polecam!/. Największy problem będę miała z przegonieniem całego towarzystwa rezydującego za oknami / głównie pająków i żuków/. Ale nie uniknę tych trudnych wyborów. Czuję wewnętrzny opór w takich sytuacjach. Jak pozbyć się nieproszonych gości? Na ile mogę pozwolić, żeby przyroda mnie zarastała? Oczywiście, staram się na bieżąco z nią żyć i kiedy mogę ustępuję, ale są sytuacje, kiedy zdecydowanie wkraczam ze swoimi pomysłami. Ingeruję aby chronić siebie i zadbać o swój komfort. Przyznam, że miałam dużą cierpliwość do os w tym roku. Pozwalałam im naprawdę na wiele. Żerowały przecież do upadłego na czereśni. Każdą, która wpadła przez przypadek do domu  łapałam w słoik lub pudełko po zapałkach i wypuszczałam na dwór. Straciłam empatię dopiero wtedy, gdy jedną z dalszych sąsiadek użądliła jedna taka /nawet nie wiem która, czy „moja”, bo zdarzyło się to blisko jej domu/. Sąsiadka wylądowała w szpitalu z objawami skrajnego uczulenia i wstrząsu. Traciła już słuch i świadomość…Na szczęście  w porę podano antidotum. Ta historia ostudziła moje zapały do życia w bezkrytycznej symbiozie z naturą. Odświeżyłam czujność i uważność. Tak więc staram się szanować wszystkie stworzenia i naprawdę doceniam ich pęd do przetrwania, często czerpiąc z niego inspirację do własnych przemyśleń…Ale stawiam granice i pozwalam im się zbliżyć w wymiarze i zakresie jaki mi pasuje. Żeby było jasne.

napisałam kiedyś o tym wiersz…26.04.2011

welcome in my underground!

kawa o wyszczerbionym kubku

jest jak deszcz

spływający po nierównych chodnikach

stawia mnie na nogi

tylko przez chwilę

gdy próbuję zainstalować się

pomiędzy szparami rzeczywistości

dostaję w czubek głowy

płytą chodnikową

przydeptują mnie przypadkowi przechodnie

co zakrawa na absurd

niestety

daleko mi do agresji

trzy milimetrowej roślinki

walczącej o przetrwanie

w szparze płyt chodnikowych

zatem

witaj w moim podziemnym świecie!

 

Dodam, że tej wiosny odpuściłam sobie zadręczanie mojego męża powinnością koszenia skupisk pokrzyw zbyt wcześnie. Co roku awanturowałam się z tego powodu. Aż dotarło do mnie, że naprawdę moja potrzeba  estetyki i uporządkowania przestrzeni  może poczekać np te 3 tygodnie, aż wyklują się z larw bytujących na tych  roślinach motyle -rusałki pokrzywniki…. Katia

Rusałka pokrzywnik – Wikipedia, wolna encyklopedia

Dodaj komentarz »

Szarłat- złoto Inków

Nie wiedziałam, że mam tyle skarbów w moim ogródku! Okazało się, za sprawą mojego męża,  który wypatrzył w necie, że kwiaty, które od lat nazywałam /z jakiegoś błędnego przyzwyczajenia/ zatrwianami, to szarłaty- niezwykła roślina zwana złotem Inków. Towarzyszą mi od wielu lat jako kolorowe tło dla monotonnych warzyw. Zasuszam je głowami w dół i zdobię kuchnię na długie zimowe wieczory. Tym bardziej się cieszę z dodatkowych informacji, potwierdzających ich wyjątkowość.

Szarłat (Amaranthus) – złoto Inków

Dodaj komentarz »

Muzyka kombajnów

Zza okna dobiega muzyka kombajnów i prasarek do słomy. Cudowna muzyka wielkich pomocnych maszyn. Urządzeń wyręczających ludzi, do których ja też się zaliczam. Nie przeszkadza już mi ich hałas. Jakoś przestałam się denerwować z tego powodu. Zauważyłam, że mogę pisać pomimo. Odczuwam kolejny raz dobrodziejstwo wynikające z tego, jak  ważne jest nastawienie! Katia

Dodaj komentarz »

Zielone jabłuszka

Ich zapach przywołuje we mnie wspomnienia z czasów, gdy zaczynałam pierwszą pracę. To były czasy reglamentacji podstawowych dóbr na kartki. Z dzisiejszej perspektywy wydają mi się tragifarsą, czymś nierealnym, bardzo odległym, ale uczestniczyłam w takiej rzeczywistości.

Na polu higienicznym królował wówczas zapach „zielone jabłuszko”. Z tej serii dostępne było mydło, płyn do kąpieli i szampon. Wybór niewielki, ale  dawał jakiś posmak luksusu i był konkurencją dla królującej firmy Pollena, której  pasta do zębów najlepiej sprawdzała mi się na zszarzałych tenisówkach.

Teraz wszystko jest dostępne i wszystko, dosłownie wszystko wystawiane na sprzedaż. Półki uginają się pod towarami na półkach, a mnie…

Mnie dzisiaj cieszy  widok uginających się gałęzi starutkiej jabłoni/zasadzonej jeszcze przed wojną…/ pod naporem zielonych jabłuszek. Ich zapach jest oszałamiający! Ciągnie się przez pagórki i wnęki wspomnień, które zupełnie nieoczekiwanie dla mnie  ożywają….  Nie na wszystkie wspomnienia jestem gotowa. Katia

Dodaj komentarz »

Pajączek

Natknęłam się na niego ma nieskoszonej łące wśród pozostałości po sadzie. Zachwycił mnie jego widok. Stworzenie Przecudnej Urody. Mięsisty tułów opleciony cytrynowo- turkusowymi paskami. Stałam nad nim w zachwycie kilka chwil. Tyle, ile wymagała sytuacja, chociaż nie trzymałam się ściśle jakiegoś planu. Warto żyć dla takich oznak boskich okruchów dostępnych dla nas… Katia

Wciąż aktualny w tym miejscu jest mój stary wiersz: „Szczelina nieśmiertelności”.

czuję się

wypalona jak pień wierzby

trafionej piorunem

z boku

gdzieś przez szczelinę nieśmiertelności

dostałam się

do soków życia

jutro

nie będzie znaczyło dla mnie

to samo

dzisiaj jest jakże bolesne…

dopisał Ktoś Inny

a teraz boję się…/tak?/

aż strach mój

uciekł ode mnie…/aż tak?/

teraz boję się sama…

http://marcedith.tumblr.com/post/45744960414

Katia i Ktoś Inny 04.12. 2010

Dodaj komentarz »

Zaufać sobie!

Obudziłam się dziś w intencji okazania sobie większego zaufania. Czuję, że mogę bardziej zaufać wewnętrznej sile, która drzemie we mnie w zbyt długim uśpieniu. Moja wewnętrzna moc pozwalała mi przetrwać już tyle trudnych chwil zarówno tych zależnych ode mnie, jak i narzuconych przez zewnętrzne okoliczności. Nie wiem, czemu to się stało akurat dzisiaj, kiedy mam pół godziny do wzięcia się za szykowanie do pracy. Po chwili zastanowienia, nabieram pewności, że przyszedł czas na wyrażenie wdzięczności właśnie tej części mnie, która mnie prowadzi  ścieżką rozwoju bezpiecznie i cierpliwie. Mogłabym nazwać ten obszar SILNĄ INTUICJĄ, jeśli już tak lubię bawić się słowami. Wracam do miejsca, w którym obiecałam sobie kiedyś / nie tak dawno/, że będę żyć zgodnie z podszeptami duszy. Teraz to pragnienie wydobywam na światło mojej uwagi. Jakże często o nim zapominam, poganiana czyimiś oczekiwaniami, poleceniami służbowymi, powinnościami. Na szczęście nie czuję się już obserwatorem karuzeli z szakalami. Swoje miejsce widzę w kręgu, ale nie zamkniętym. Z jednej mojej strony jest on uchylony, co napawa mnie nadzieją, że jest możliwe dołączenie się kogoś jeszcze. Poza tym mając jedną rękę wolną, mam większe szanse na wyrwanie się gdy już naprawdę nie będę mogła wytrzymać. Katia

Dodaj komentarz »