xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Czereśnie za uszami

Sobota upływa mi na szwendaniu się po domu  z czereśniami za uszami. Robię  sobie kolczyki jak kiedyś, gdy byłam mała. Bardzo mi dzisiaj blisko do tamtej małej smutnej dziewczynki…Czuję jej zapadanie się w smutek,  melancholię, balansowanie na krawędzi depresji. Przypominam sobie jej przemożną chęć uzyskiwania nieustannego potwierdzania ze świata: „Jak dobrze, że jesteś. Jesteś wyjątkowa. Niepowtarzalna”. Pamiętam, że wtedy czułam się kompletnie wyrwana z kontekstu; jak przypadkowa wydzieranka rzucona na duży format. Często, ba! Bardzo nawet często miałam poczucie, że nie pasuję do tej układanki, jaką mi sponsorowało życie. Trochę to trwało, zanim poczułam się dobrze ze sobą i ze światem. Teraz jest już właściwie całkiem dobrze. Czuję, jakbym stąpała po kładce rozpostartej w przestworzach. Uwielbiam te przechadzki! Kładka, przechodząca miejscami w wiszący most ugina się i kołysze, a mnie się to podoba, bo przestworza są moim domem, który dobrze znam. Przestałam się bać, gdy odkryłam, że potrafię latać.

Więc ten dzień chyli się ku końcowi, a ja tyle miałam zrobić… Tymczasem nawet nie przespałam się porządnie, bo albo ryczały reklamy pomiędzy filmem s-f, który oglądał mój mąż, albo dzwonił telefon.

W międzyczasie, niepostrzeżenie jak po nitce do kłębka docieram do strasznie dawno nie słuchanej / a kiedyś znałam każde jej wyśpiewane słowo na pamięć!/ zjawiskowej,  wprost cudownie eksponującej swą kobiecość Janis Joplin. Jej „Little girl blue”  po tylu latach znów poraża mnie swą prostotą i  jakąś słodko- gorzką z domieszką dzikiego miodu czułością płynącą prosto z serca. Czuję, że to powinien być hymn empatii. Teledyski z różnymi wersjami powinny być dołączone na płycie przy warsztatach z empatii. Może i zwariowałam, ale dziś zakochałam się w Janis. Po tylu latach właśnie teraz, z całą odpowiedzialnością dotarło do mnie, że to Janis  jest jedyną prawdziwą królową. Niezależnie od tego ile wylano na nią pomyj, ile wciągnęła dragów. Najważniejsza jest ta chwila od której podchodzi do mikrofonu i co potem wyrabia;  magia, którą uruchamia... Ten tekst o liczeniu paluszków- genialny, a powstał w 1935r!! Jestem prawie pewna, że nie znała go moja Monday…  Nie wiem co sobie pomyślicie, ale ja w to weszłam! Żegnajcie! Katia

Janis Joplin – Little Girl Blue (This is Tom Jones, 1969) – YouTube

Reklamy
Dodaj komentarz »

Przerwa w dostawie internetu

U mnie przerwa w dostawie internetu trwała 2 dni. Dzisiaj wczesnym popołudniem przyjechał pan w robo- ciuchach, ze słuchawką w uchu, a dosłownie 2 minuty przedtem zadzwonił telefon i okazało się, że net wskoczył. Nie wiadomo dlaczego i w ogóle z jakiego powodu. Pan monter zasępił się bardzo. To niekorzystne, że naprawił się samoistnie, bo niewiadoma jest przyczyna. I co teraz. Pan pomajstrował trochę przy gniazdku wewnętrznym i zewnętrznym i odjechał. A internet dalej, raz jest, a raz go nie ma. Pojawia się i znika. Tak jak ja. Katia

Dodaj komentarz »

Robię co mogę

Robię co mogę, aby nadrobić wszelkie  zaległości, tym razem w ogrodzie. Wyrywam naręcza chrzanu, ostów i mleczu. Skrzyp polny na osobną kupkę, aby zrobić płukankę do włosów. Malwy sudańskie zagłuszyły jedną cukinię, ale dwie pozostałe mają się dobrze. Krzaki ogórków rozkrzewiły się dostojnie. Martwi mnie fakt, że pomimo przepięknie kwitnących, dorodnych liści, ziemniaki są jeszcze malutkie, niewiele większe od orzechów włoskich.

Dziś na obiad przepysznie korzenna, o głębokim smaku zupa kalafiorowa, którą uwarzył mój mąż. Ja natomiast spóźniłam się na autobus do domu, a właściwie to on odjechał  przed czasem. Więc wsiadam w busa, od którego mam 2.5 km dreptania przez główną wieś. Dobrze, że Starszy Latorośl wyjeżdża rowerem, bo nie doszłabym z tobołami. Wszystko przez te głupie przelewy, głupi cały świat. Kręciłam się koło bankomatu, jak mucha wokół padliny. Sprawdzałam kilka razy, wzbudzając zaciekawienie sprzedawców truskawek i jagód. W ścianie nasze comiesięczne należności były dostępne dopiero o15.43… Więc potem było już coraz gorzej, pośpieszne zakupy, myląca się kasjerka, nagły gorąc.  Jak tu zachować spokój i pogodę ducha?

W pracy polka-galopka, jak to zwykle przed urlopem. Część pracy wzięłam do domu, bo jutro w ostatni dzień nie zdążę wszystkiego wyrobić. Eeeech, nie chce mi się nawet gadać. Katia

Dodaj komentarz »

Przebudzenie

Gdzieś od jakichś dwóch tygodni pielęgnuję myśl, która wykluła się w mojej głowie o stworzeniu sobie własnego miejsca pracy w sposób zgodny ze mną. Po rozmowie telefonicznej z Monic krystalizuje mi się coraz więcej szczegółów. Pewne rzeczy widzę i wiem!!!

Czerpię autentyczną radość z wyobrażania sobie jak to będzie.

Ogromny plus jest taki, że będę mogła samodzielnie dysponować swoim czasem, wysypiać się bardziej i nie zrywać tak rano. A przede wszystkim miejsce pracy będę miała na miejscu!!! Genialne!!! Zyskam zatem 2 godziny, które spędzam do tej pory codziennie w drodze. Ten uwolniony czas mogę zmagazynować, aby wykorzystać w przyszłości, lub roztrwonić na słodkie nicnierobienie.

Będę chodzić spać na luzie, bez stresu na kolejny dzień, że znowu przyjdzie mi ulegać naciskom, przymusom i uwodzicielskim szumom wahadeł. Nawet jeżeli, to SAMA wybiorę oprawcę, jakiego będę chciała!

JUŻ OD DAWNA MAM PRZEBŁYSKI, ABY ROZWINĄĆ EKOLOGICZNĄ UPRAWĘ WARZYW, czy truskawek. Znam się na tym i lubiłabym to robić. Mam w genach poszanowanie dla ziemi, dla pracy na niej. Lubię grzebać się w roślinach, lubię plewić, sadzić, okopywać. Lubię brać ziemię w ręce i wąchać ją. Sprawia mi radość obserwowanie tego, co na niej rośnie. Czuję się bezpiecznie gdy o tym myślę, bo się na tym znam i jest mi to bliskie. Może potrzebuję teraz odpocząć sobie od ludzi i zagłębić się w rośliny? Po tylu latach pracy opartej na  full -kontakcie z ludźmi…chcę spróbować czegoś innego, w ciszy i spokoju. Może nawet nie tyle spróbować, gdyż smakuję cały czas, ile rozwinąć tę sferę, zanurzyć się w niej bardziej odpowiedzialnie, skierować na ten obszar więcej uwagi i energii.

Ważne dla mnie jest to, że pozwalam sobie na to. Katia

2 Komentarze »

Pokaz slajdów

Od wczoraj, po telefonie Monic umacniam się i utwierdzam w pomyśle tworzenia pełną parą na swoim skrawku ziemi. Uświadamiam  sobie obszary w których MAM WPŁYW SPRAWCZOŚĆ  a kontakt z nimi dodaje mi otuchy, nadziei i poczucia sensu.  Pielęgnuję w  sobie ten stan i przeżywam chyba coś w rodzaju integracji, asymilacji…Delektuję się nim  i na razie zostanę przy tym slajdzie…

Czuję instynktownie, że dokonał się we mnie duży postęp. Małymi krokami. Cierpliwie i wytrwale idę swoim tempem, szukając swojego rytmu. Katia

Dodaj komentarz »

Jeszcze trochę…

Jeszcze trochę. Troszeczkę. Naprawdę niewiele. Wydaje się tak mało. Odrobinkę. Nie wygląda na dużo. Ciut-ciut. Tyle, co kot napłakał. Dosłownie…Ale dzisiaj już nie mogę. Nie daję rady. Mam szczerze dosyć. W mojej podstawowej pracy, której oddaję od wielu, wielu lat to, co mam w sobie najlepsze, znowu bezsens. Totalne zamieszanie i kompletna porażka dla Grupy Trzymającej Władzę. Na porządku dziennym potrafią zwoływać nam zebrania czasem dwa razy w ciągu dnia w najbardziej zaskakujących porach, często na błahe tematy. Natomiast dzisiaj, gdy jest bardzo ważna wiadomość do przekazania, wiążąca się z dużymi zmianami i nakładem pracy dla nas… nawet nie chce mi się gadać. Więc dzisiaj, przekazuje nam się tą b. trudną wiadomość od niechcenia, mimochodem,  w pośpiechu. Gdy uświadamiam sobie, że i mnie to dotyczy, to czuję  bunt, wściekłość i smutek, bo potrzebuję poszanowania swojej godności /aż w tak elementarnym wymiarze!/, poczucia sensu, współpracy i równości w relacji. Dominuje we mnie bezgraniczny smutek, gdy ogarniam całościowo to, w czym przyszło mi uczestniczyć. To coś tak nieprawdopodobnego że aż…nieruchomieję sparaliżowana bezsensem.  Kolejny raz doświadczam tego stanu, którego wcale nie chcę doświadczać. Nie  wiem co dalej będzie,  co zrobię, ale teraz  po prostu chciałam Wam o tym opowiedzieć.

Z drugiej strony podnoszę się i wyprostowuję, godnie wypatrując sprawiedliwości.  Jak Słonimski z marzenia o skrawku ziemi, w którym zapadnie sprawiedliwość jak w dobrym westernie…Bo to nie może tak trwać. Już i tak trwa zbyt długo. Kłóci się to z moimi wartościami i wewnętrznym poczuciem porządku i SENSU. Teraz, już na spokojnie zadaję sobie pytanie:  dlaczego mam ponosić konsekwencje czyichś błędów i braku podstawowych zasad współżycia społecznego? To przecież nie mój problem. Ja się staram być OK, pomimo wszystko. I dalej mam w sobie zgodę, by myśleć, że świat też jest OK. Oprócz tego cholernego miejsca…

Cytat z Dżumy Camusa: „Kiedy widzi się zło, trzeba być szaleńcem, ślepcem lub łajdakiem, żeby się na nie zgadzać…” Nie czuję się przecież żadnym z nich, a stoję i patrzę w bezruchu jak sparaliżowana, znieczulona jadem…

Przemyka mi przez myśl: ile jeszcze i co jeszcze, ale także: PO CO? Nie przesadzę, gdy powiem, że kolejny  raz przechodzę przez ten proces i dalej jestem nierozumna i naiwna jak dziecko.  Katia

Dodaj komentarz »

Migdały i truskawki

Dookoła, znad pól i łąk przenosi się pod dom cudowny zapach migdałów wytworzonych podczas suszenia siana i truskawek, które kończą się jakoś szybko w tym roku. Nie pojadłam, ledwie posmakowałam, a już zaczynają się czereśnie. I tak to właśnie się odbywa, wieczna przemiana. Skończyła się rzodkiewka /zostawiłam na nasiona kilka najokazalszych krzaków/ i sałata masłowa, ale już dojrzała ta szlachetniejsza odmiana – lodowa. Można jeszcze podskubywać szpinak i koperek. O botwince już wiecie. I tak to właśnie wygląda w tym moim pięknie wyplewionym i dopilnowanym przez męża ogródku.

Oswajam się z myślą zrobienia na moim terytorium ośrodka?bazy? miejsca szkoleniowego? Narazie taki zamysł, jeszcze odległy i mało konkretny. Tyle, ile jestem w stanie znieść na teraz. Katia

Dodaj komentarz »

Ptasia ferajna

Zamiast jak zwykle bandy szpaków,  przyleciała rano na naszą czereśnię rodzina sikorek z młodą sikoreczką. Widząc to, mój mąż zaniechał straszenia. Niech młoda poskubie- pomyślał- posmakuje wsi. Czym chata bogata. Lecz pokrótce zlecieli się wszyscy krewni i znajomi, cała ferajna! W tej sytuacji mój mąż czym prędzej podjął interwencję! Nie zauważył tylko w mnogości takich samych sikorek rzadkiego gościa- dzięcioła czerwonogłowego. A to dzięcioł! Mógł chociaż puknąć w szybę, dyskretnie uprzedzić! A tak, obrażony, mając  się z niepyszna odleciał dostojnie razem z  tłumem…

Dlaczego przeganiamy chmary szpaków i sikorek, broniąc zaciekle swoich granic? Bo nie chcemy  zalania masowością i zmieszania z tłumem? Nie chcemy, żeby nam zeżarły nasz przysmak  i ograbiły doszczętnie z tego, co mamy najcenniejsze. Ciepłe uczucia i przychylność kierujemy za to wobec dzięcioła, który przyleciał w pojedynkę, będąc  dyskretnym, nie tak nachalnym i hałaśliwym. Cenię w nim to, że wie kiedy odejść.  A szpaki i sikorki podziwiam za determinację i upór przetrwania. Mogą służyć  za ptactwo doświadczalne w badaniach na temat konsekwencji. Katia.

Dodaj komentarz »

Mam już dosyć wiedzy…

Czuję, że nasyciłam się wiedzą i teorią wystarczająco. Wchłonęłam jej akurat tyle ile mi potrzeba. Teraz czas na działanie. Jestem gotowa. Jeszcze tylko troszeczkę popracuję z negatywnymi przekonaniami na swój temat i umoszczę się w sobie. Zaufam bardziej swojej intuicji. Wszystko to mogę zrobić bez zaglądania do książek. O utrwalenie takiego stanu mi chodzi. Gdy wybiegam wyobraźnią w niedaleką przyszłość i zadaję sobie pytanie co chciałabym robić TAK NAPRAWDĘ, to pierwszą myślą jest: ROZMAWIAĆ Z LUDŹMI.

Jeszcze niedawno pierwszą myślą było: PISAĆ.

Co ciekawe: tak naprawdę cały czas piszę i rozmawiam…

Dlaczego wobec tego jest to dla mnie takie odkrywcze?

Katia.

Dodaj komentarz »

Co mi robią takie porównania

– Mówisz tak samo jak twoja matka!

– Gdy słyszę to, że mówię tak samo jak moja matka, to czuję złość, wręcz wściekłość, bo potrzebuję spokoju. Czuję bunt bo potrzebuję wolności. Czuję też smutek, bo potrzebuję zauważenia swojej odrębności i niepowtarzalności…Czuję rozczarowanie, bo potrzebuję uznania dla mojej autonomii.

W pierwszym odruchu chcę krzyknąć: „to nieprawda, że mówię tak samo jak moja matka, tylko ty tak to usłyszałeś!!! Zauważ różnicę…”

Lecz rozłączam się i wolę ochłonąć, aby nie generować tej złości niebezpiecznie przesuwającej się w kierunku agresji. Zauważam ten podesłany spadochron, więc szybuję przez chwilę/tyle ile trzeba/ i opadam bezpiecznie.  Doznałam paru zadraśnięć, ale niezbyt głębokich i w sumie nie aż tak bolesnych do jakich przywykłam…. Katia

Dodaj komentarz »