xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

tygiel nienawiści

Gdy reaguję agresją i złością na kogoś, to wiem, że to z powodu zahaczenia o moje słabe strony i niedociągnięcia w danym obszarze. Nakładają się wtedy dwa cienie na siebie, co potęguje je i wzmacnia. Pasą się nawzajem pochłanianą energią. Dochodzi wówczas do wytworzenia tzw. tygla nienawiści, skąd łatwo można czerpać zasilanie do konfliktu.

To może być jeden z kluczy pasujących do zagadki z moją mamą.

Dotarwszy do tej wiedzy, mając świadomość własnych ograniczeń, robi się łatwiej i lżej. Można pójść dalej, sprawdzić coś innego. Co niniejszym czynię. Pomedytuję cudne piwonie, które tak hojnie obdarzają mnie swoim widokiem!

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

o co chodzi z moją mamą?

1. Gdy robiłam jej dzisiaj comiesięczny zastrzyk, zauważyłam, jak bardzo schudła. Zapadła się po bokach.

Poczułam strach i litość…taką mieszankę.  Czym prędzej zrobiłam jej kanapkę z pasztetem, pomimo późnej pory i braku ożywienia na jedzenie, ale jak z pasztetem, to jej się oczy zaszkliły. Moja mama jest fanką tzw. podrobów. Na temat kaszaneczki, pasztetóweczki, kiełbaski swojskiej, salcesoniku, czy skwaruszków pisałaby poematy, gdyby zaczęła. Z pewnością miałaby wiele do powiedzenia na ich temat, jeśli nie wierszem, to prozą.

2. Dzisiaj jakby mniej we mnie czynnej złości na nią. Może dlatego, że przelali mi wypłatę i mogłam poregulować pilne płatności. Ponadto wczoraj  sfinalizowałam rozliczenie  z wykonanych warsztatów z trudną IV klasą i dostałam zapewnienie, że przelew będzie za klika dni. Tak więc zamknęłam kolejne okno.

3. Jakieś słabe te powyższe usprawiedliwienia. Mało wiarygodne i przekonywujące? Wiem, wiem, ale mam już dosyć na dzisiaj i chcę się położyć. Jestem wdzięczna sobie za to, że wcześniej umyłam zęby. Katia

Dodaj komentarz »

mogłabym być…

Mogłabym być smukłą  wiotką kobietką z krótkimi falami przeprasowanymi żelazkiem, która zsunęła się z obrazu Gustava Klimta, lub jeszcze lepiej Beardsleya. Lata 20-te lata 30-te ubiegłego wieku – to mój ulubiony wewnętrznie czas. Witkacy, Mahler, Stanisława Brzozowska. Zapach cygaretek i skórek pomarańczy. Zakupy bym robiła w sklepach cynamonowych. Czyściłabym Witkacemu popielniczki /akurat…/ i zamykała firmę portretową. Urządzała five o’clocki.

Zamaszystą spódnicę zbyt mocno wyszarpywałam ze szprych wahadeł. DAŁAM SIĘ WKRĘCIĆ, dałam się wkręcić. Gdy odwracam się gwałtownie na pięcie, cała przestrzeń zakręca razem ze mną, jak w marzeniu Einsteina. Wszyscy idący za mną /a jest duży tłok/ wywracają się jedni na drugich. Jest niezła zabawa, taki misz-masz i galimatias w jednym. Mnie to nie przeszkadza, bo ja mam na tyle oparcia w sobie, że wiem dokąd iść. To znaczy kieruję się instynktem. Ale co z tymi, którzy mają uszkodzony instynkt; którzy nie chcą być archeologami czy wizjonerami? Nie wiem i nie chcę się teraz nad tym zastanawiać.

Jedno jest pewne. Powrócił z rehabilitacji wczesnozawałowej mój mąż, tak więc rodzina  w komplecie. Jakby tego było mało, jutro do I-ej  pracy mam na 10!! Będę mogła pokokosić się rano, nie zrywać zbyt pohopnie. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na tyle łaski.  Wszyscy domownicy cieszą się poczuciem wspólnoty i okazują sobie radość, tak to czuję. Gdybym miała na bezludną wyspę zabrać jedno słowo….JOY!  Katia

http://www.artsycraftsy.com/beardsley/antonym.jpg

Dodaj komentarz »

Nic się nie wydarzyło

Psy szczekały w czarną noc, lilaki roztaczały cmentarną woń, a my wylegiwaliśmy się przy zamkniętych drzwiach. Starszy latorośl oglądał w najlepsze pokaz świateł laserowych na stadionie miejskim. Co niby miało się wydarzyć? Tylko rano nie chciało mi się wstać do pracy ale to nic nowego i godnego uwagi. Rozmawiałam z mężem i to już postanowione, że wypiszą go jutro. Zatem trzeba spokojnie czekać.

Gdy wróciłam do domu, wzięłam się za plewienie ogródka. Po przedwczorajszym deszczu rośliny podskoczyły w oczach. Chwasty też. Żadnych ciekawych żyjątek dzisiaj nie spotkałam, poza dwiema tłustymi, zaspanymi dżdżownicami. Katia

Dodaj komentarz »

co się jeszcze dzisiaj wydarzy?

Co prawda jest już prawie 22, a ja wciąż czekam. Cały dzisiejszy dzień czuję się tak jakby się miało coś  wydarzyć. Macie czasem takie przeczucia? Jesteście w domu, są wszyscy, ale kogoś czy czegoś brakuje? Nawet specjalnie nie wypatrujecie, ale macie wyostrzone wszystkie zmysły? No więc właśnie tak się czuję. Oglądamy z Młodym kabarety, Młody zapodał sobie jaja na miękko sztuk 2, nie bacząc na póżną porę i zaśmiewamy się.  Mama śpi. Starszy latorośl nie wraca dziś do domu, bo jest na festynie w mieście.   Mąż mój co najwyżej wróci jutro po południu, jak się uda, zatem zupełnie nie wiem co się jeszcze dziś wydarzy? Katia

Dodaj komentarz »

sen

Miałam sen, w którym czułam bardzo mocno radość z realizowanej potrzeby. Byłam w takim miejscu, w którym to się działo . Znalazłam się w samym środku tego procesu. Doświadczałam uczucia spełniania marzeń….Ale teraz rozpętała się burza więc wyplątuję się z sieci….

Wracam po burzy. Trochę popadało i wyszło pełne słońce. Niebo przejrzyste, napawające optymizmem. Ponownie wypędziłam kozy do koszenia trawy.

Wracając do snu, to moim marzeniem w nim było pojechać na dłuższy czas nad morze. Marzyłam o beztroskim szwendaniu się wzdłuż brzegu, po kostki  zamoczone w wodzie. Sen śnił się  od momentu, gdy dowiedziałam się o realnej możliwości wyjazdu. Dawno nie czułam tyle żywej radości, w czystej postaci,  bez żadnych domieszek…Jakbym wypłukała z mułu drogocenny kruszec.

Katia

Dodaj komentarz »

Biegany dzień

To ja dzisiaj musiałam pojechać po mleko. To ja prałam,  wyszłam po chleb, sadziłam fasolę, pasłam kozy, karmiłam psy, smażyłam ciasto naleśnikowe do sera i dżemu, a w to co zostało wrzuciłam kwiaty bzu czarnego i też usmażyłam.  Pycha! Na całym podwórku unosi się cudowny zapach białego kwiecia bzu czarnego. Przekwitają lilaki, wydając intensywną woń, ale wkrótce zastąpią je piwonie. Nie wysiałam jeszcze maciejki i nie wiem, czy ma to jeszcze sens. Mama nałamała baniak patyków na podpałkę. Chciała mi nawet wynieść wiadro z praniem, ale ją pogoniłam. Ma kto nosić wiadra z praniem na linkę /dzisiaj Młody prezentuje zdecydowanie więcej oznak przystosowania społecznego/. Czytałam też  swoje stare zapiski, a w szczególności te z pogranicza cienia. Pouczające, wspierające i takie…moje. Ogarnia mnie coś w rodzaju czułej troski i bezgranicznej akceptacji, gdy pochylam się nad sobą ubiegłoroczną.To trochę tak, jakbym obserwowała swą młodszą siostrzaną duszę. Taką obdartą z łyka wierzbową gałązkę…

katia

Dodaj komentarz »

wiersz na dzień mamy

agresywny agrest

agresja jest jak agrest

pączkuje niepostrzeżenie

aż wybucha całą ferią barw

połamanych o zieloność

o nogę od krzesła

o siekierę zbyt tępą

o uczucia pierzchnące w popłochu

jak mrówki gdy wdepnąć w mrowisko

agresja jest jak agrest

który nie ma końca

i początku

sama dla siebie

atrakcyjna aż do bólu

paraduje w kolczastej obroży

o numer za małej

po lasach absurdu

i łąkach pogardy

z kielichem wina zmieszanym z piołunem

potykając się o własny cień

Katia, 26.05. 2012r  Klezmafour – Golem Fury (official video) – YouTube

Dodaj komentarz »

Dżinsy przy piątku

Dobrze na tym wyszłam, że posłuchałam mojego męża i cieplej się dzisiaj ubrałam. W dżinsach  było mi akurat. W pracy lajtowe klimaty, przeniesione z płócien Gustava Klimta. Ktoś się śmieje perliście, ktoś kłapie drzwiami, aż klamki wypadają, ktoś odlicza dni do spotkania z mężem. Jeszcze 3 dni i czwArtego znów się staniemy pełną rodziną. Mój mąż, gdy dzwonię, zazwyczaj robi obchód po uzdrowisku Nałęczów, dokonuje obserwacji porównawczych drzew, gada z kaczkami, albo przysłuchuje się muzykom dochodzącym z innych domów. Jakoś się zaaklimatyzował. Ja też zgarniam to, co po drodze. Jestem trochę przykurzona i włosy mam w nieładzie, ale nie jestem już taka posępna i szybko radzę sobie z przygnębieniem.

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych. Trochę pośmiałam się z moimi koleżankami w poczuciu wspólnoty przeżyć. Chłopcy podlali ogródek i nawet nie namawiałam ich zbyt długo na zaciągnięcie kosza ze śmieciami do szosy. Odebrałam także kilka sygnałów świadczących o przepływie…cudowne uczucie. Takie moje małe sukcesy. Katia

Dodaj komentarz »

Mama chciała jechać na pogrzeb

Wczoraj, moja mama dowiedziała się od sąsiadki, której mierzę cukier, że zmarła ich koleżanka  nazywana patriarchalnie Sołtysową. Mamie zachciało się jechać na pogrzeb.

– Jak pojedziesz, mamo?

– Apojadę…zamyśla się i zapada w siebie

– Aleczym alejak?- dopytuję

– Apojade emką będzie podstawiona…

– Ale kto cię tam będzie pilnował? Opiekował się? Jeszcze kłopotu narobisz…Nie chcę puścić mojej mamy na pogrzeb. Co najmniej jakby chodziło o jej własny pogrzeb…

– Jaśka mnie będzie pilnować /jej siostra cioteczna, która ostatnio zagląda do nas przy okazji plewienia truskawek, czy wypasania krów na naszych łąkach; wczoraj przyniosła nawet słój śmietany, co do niej niepodobne/. Moja mama rozmarza się nad możliwością wzięcia udziału w pogrzebie Sołtysowej. Lecz ja muszę być ta rozważna.Wiem, że Jaśka nie jest skora do opiekowania się  niepełnosprawną siostrą cioteczną, bo ma inne obowiązki. Boję się o moją mamę. Że zasłabnie od nadmiaru emocji i kadzidła. Szacuję, że wysiłek ten przekracza jej możliwości. Jednak tego nie sprawdzam. Katia

Dodaj komentarz »