xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

sadzenie czosnkowej cebulki

Taka mała cebulka. Wyglądała na przemarzniętą. Zostało jej trochę nie uprzątniętej jesienią, na zmarnowanie, bo zagłuszyła ją wyjątkowo rozrośnięta niebieska nikandria. A tu zaskoczenie. Przy wiosennym sprzątaniu ogrodu, przed wywożeniem obornika, mój osobisty mąż zauważył, że coś jej odbiło /szczypiorek/, więc wykopał ją w cień. A teraz trwa jej przesadzanie. W sobotę zasadziliśmy 2 rzędy, dzisiaj kolejne 4, a zostało jeszcze drugie tyle. To niesamowite ile w takiej małej roślince drzemie sił przetrwania! A ja? Tyle większa i zasobniejsza od niej, a ile razy załamywałam się i miałam dość życia…Trochę mi wstyd…Docieram do pokładów pokory w sobie…Chylę czoła przed cudownie zielonymi kępkami cebulki czosnkowej tak radośnie wystającej ze świeżo zaoranej ziemi! Jeśli ona przetrwała pomimo tylu obiektywnych trudności, to ja też dam radę!

Katia

Reklamy
Dodaj komentarz »

Już jestem czwartkową lady writter

Tygodniowy przegląd garderoby uwarunkowanej galopującymi zmianami klimatycznymi:

Dire Straits – Lady writer – tekst piosenki, tłumaczenie piosenki, teledysk na Tekstowo.pl

1.W poniedziałek wyciągnęłam zimowy płaszcz do kolan z obszytym futerkiem kapturem

2. We wtorek założyłam kurtkę z sukna z podniesionym kołnierzem

3. W środę była już zamszowa kurtka podszyta wiatrem

4. W czwartek ta sama kurtka ale podszyta jeszcze cieplejszym wiatrem

5. W piątek będzie już sama marynarka, którą podczas powrotu do domu wymachiwałam wesoło, bo mąż po mnie wyjechał na przystanek. Rowerem.

6. W sobotę i  niedzielę moje ciało oszalało poddając się cudownym operacjom słonecznym. Pomimo 45 stopni /!/ zakodowałam się tak, że wcale nie było mi za gorąco.

Realizuję swój plan, czy /jak to się nadużywa ostatnio słowa/ projekt: no more biadolenia, narzekania i smędzenia.

Katia

Dodaj komentarz »

24.04.- środa cd. zaległości

Tak jak teraz. Jest niedziela, a ja chcę nadrobić zaległości w pisaniu z całego tygodnia. To się nie może udać i jaki jest tego sens? Nieważne czy się uda, ale mam poczucie sensu, więc to mi wystarczy. Cd. przemyśleń odnośnie mojego stosunku do literatury i innych rzeczy, które wpadają mi w ręce. Część z nich to literatura związana z rozwojem i tym co mi się otwiera przy okazji procesu uruchomionego przez Szkołę Trenerów, ale są też i „lżejsze” pozycje typu Paolo Coelho, jak leci, czy biografia Kory. Nie wiem co to znaczy, ale przez 4 miesiące /niespełna!/ przeczytałam 18 książek, co brzmi imponująco, ale podzielone przez 4, daje 4 książki i jakieś 60 stron miesięcznie, czyli 1 i 12 stron tygodniowo, co chłodzi wcześniejsze zachwyty./nie wiem skąd mi się uaktywniło to liczenie, bo statystyka nigdy nie była moją mocną stroną/. Do tego Zwierciadło, Sens i Wysokie Obcasy od deski do deski. Lubię wynotowywać sobie co ważniejsze fragmenty. Często do nich wracam, gdy pracuję nad czymś swoim. To trochę tak, jakbym utwierdzała się w tym, że mam rację, to znaczy wewnętrzne przekonanie, że wszystko jest OK, a ja idę dobrą drogą.

Lubię wywiady z pisarzami. Samoistnie porównuję się z nimi. Choćby w kwestii wieku. Ale nie panikuję, gdy okazuje się, że większość z nich, będąc w woim wieku, lub o zgrozo! /no i co z tego?/  młodszymi, dokonała już wiele imponujących przedsięwzięć na polu poezji i prozy. Co z tego? Ja też mam wcale niemały dorobek literacki, tylko nie opublikowany. Zatem jeszcze wszystko przede mną, ot co.

Wielki amerykański pisarz- jak go reklamują – Jonathan Franzen, lat 53 powiedział coś ważnego na temat swoich intencji  dla których popełnia z dreszczykiem ten rodzaj zbrodni, jaką jest wyrażanie siebie poprzez literaturę :

„…To wszystko hałas /uzależnienie od technologii/. Oczywiście, wymieniając opinie na  rozmaitych forach, możesz poczuć, że się w coś angażujesz, że nie jesteś sam. Jednak mam wrażenie, że kiedy wciągnę się w dobrą książkę – często autorstwa kogoś zmarłego, kto opowiada mi historię, w którą wierzę, rzeczy o mnie, które wydają mi się prawdziwe, ale nie umiałem ich dostrzec wcześniej- czuję się dużo mniej samotny, niż kiedykolwiek zdarzyło mi się, gdy wymieniałem z kimś e-maile i SMSy /…/ Jako pisarz uważam, że moim zadaniem jest budowanie mostów pomiędzy moim wnętrzem a cudzym. Żeby ukoić samotność głębiej i na dłużej.

To ostatnie zdanie jakoś wyjątkowo wpadło we mnie jak iskra i szarpnęło za  trzewia.

Katia

Dodaj komentarz »

Wtorek 23.kwietnia- cd.sporo zaległości

Przy szukaniu materiałów do aktualizacji scenariusza warsztatów  dla trudnej klasy natknęłam się na fajny artykuł, który uporządkował w przejrzysty sposób moje wiadomości odnośnie naszej patronki Żyrafy…Może będzie pomocny i dla Was.

Swoją drogą,  płynie dla mnie nauka, że dzieciaki potrafią zaskoczyć i zagiąć dorosłych jakimiś szczegółami a to jak wówczas zareagujemy, może być swoistym testem…Dlatego cały czas się dokształcam w kwestii specyfiki funkcjonowania żyraf i szakali, bo:

1. Interesuje mnie ten temat

2. Pogłębiam swoją wiedzę, aby bardziej komunikatywnie ją przekazywać

3. Zintegrować w sobie teorię z praktyką

4. Ugruntować się w pewności przekazu

5. Być wiarygodną

Gdy opowiadałam dzieciom o symbolice światów żyrafy i szakala, ciągle mi przerywały wtrącając swoje 3 grosze, zadając serie pytań, zaczepek, itd…jakieś uogólnione ADHD, czy coś zawisło nad klasą. Miałam wrażenie, że uczestniczę w przyspieszonym kursie ćwiczenia refleksu, czujności, uważności, bycia tu i teraz! W terapii szokowej.

Któreś z dzieci po mojej lewej ręce wyparowało na jednym wdechu: „proszę pani, prosze pani a ja widziałem na animal planet jak żyrafa urodziła swoje małe a potem je niechcący zakopała bo broniła się przed lwem!” Przyznam, że trochę mnie zatkało…Cóż powiedziałam? Coś w tym stylu: „to bardzo smutne o czym mówisz. To musiało być dla mamy- żyrafy straszne przeżycie….Jak widzicie żyrafa broniąc się, walcząc o przetrwanie, poniosła ogromną bezsensowną stratę własnego dziecka…wasze mamy też często walczą o Was i bronią was…”- tu mi przerwano, bo wskoczył nowy wątek. Teraz gdy o tym piszę…doznałam olśnienia! Jakież istotne argumenty oraz korzyści ze stosowania Porozumienia bez Przemocy  podały mi same dzieci! Wystarczy je tylko uważnie wysłuchać, nie uciszać /jeśli damy radę wytrzymać w takim hałasie…/ i wziąć pod uwagę ich spostrzeżenia!  Już wiem, co im powiem na początku kolejnych zajęć:

„Na przykładzie bezsennsownej śmierci małej żyrafy, widzicie do czego może doprowadzić agresja, przemoc i walka. Zobaczcie jak to działa. Gdyby żyrafa nie musiała się bronić przed drapieżnikiem, nie poniosłaby takiej ogromnej ofiary. Jej dziecko by żyło  i wesoło brykało ciesząc oczy swojej mamy. Zanim kogoś będziecie chcieli kopnąć w złości, przypomnijcie sobie ten obrazek. Zatrzymajcie się na chwilę /stop klatka, zeskanowanie sytuacji/  i pomyślcie, co to sprawi tej drugiej osobie? Znajdźcie inny sposób na kontakt z tą osobą…” wychodząc z założenia, że chęć kopania kogoś ma swe źródło w niezrealizowanej potrzebie kontaktu z tą osobą…”

Może wpadło Wam coś do głowy? Hilfen! Mam jeszcze tydzień na dopracowanie tego kawałka. Kolejne warsztaty planuję po długim weekendzie- tj. po 07. maja. Czekam na Wasze spostrzeżenia.

http://www.creationism.org/polish/giraffes_pl.htm

Katia

Dodaj komentarz »

Poniedziałek 22. kwietnia-sporo zaległości

Jakoś tak się ostatnio dzieje, że czas wypełniony po brzegi zaczyna ulewać się z mojej barki. Miniony tydzień był ostro nasycony kolorami, pozytywną energią, żmudną pracą ale i twórczą pracą i  przy ciężkim kalibrze spraw…jakąś zwiewnością i lekkością! Były silnie pulsujące punkty radości, optymizmu. Zauważyłam ważne momenty, kiedy czułam inspirujący wgląd w siebie, kiedy miałam poczucie integracji, zgody ze sobą. Warto żyć dla takich stanów! A co to będzie, jeśli ulegnie on utrwaleniu? Kolejny poziom, etap.

W poniedziałek miałam urlop w I-ej pracy /Pierwsza praca- podstawowe źródło dochodu, dzięki której nie tracę zdolności kredytowej i nakręcam koniunkturę gosdpodarczą…/ by zacząć warsztaty z trudną klasą w wiejskiej szkółce. 2 godziny z 10. To naprawdę trudna klasa. Dwanaścioro 10-letnich dzieciaków, a sprawiało tyle zamieszania i hałasu, co…no właśnie, nie wiem …może po prostu dwunastka 10-letnich żywych dzieciaków, nad którymi nikt się specjalnie  nie pochylał, których nikt do tej pory wystarczająco nie wysłuchał? Wyszłam z zajęć z głową jak balon…ale wewnętrznie umocniona,  uradowana i rozświetlona. Przed warsztatami pożywiłam się cudownym koktajlem empatii zmieszanej z akceptacją i podziwem ze strony mojej nowej pokrewnej duszy w postaci M.- pedagog szkolnej, która zaprosiła mnie do tej współpracy. W przerwie krótki acz intensywny kontakt z Dyrekcją, którą bardzo cenię za to, że nie  zamiata problemów pod dywan, tylko szuka rozwiązań i wsparcia. Jestem jej wdzięczna za to, że w tym procesie wzięła  pod uwagę właśnie mnie. W takim klimacie mam ożywcze warunki do pracy i rozwoju. Pomimo wszelkich obiektywnych trudności /np. zmęcznie, kłopotliwy dojazd, pogodzenie zawodowych i rodzinnych obowiązków/ efekt jest taki, że jestem pozytywnie nakręcona, pobudzona i…ja chcę to robić! JA TO ROBIĘ!!! Jestem gotowa! Mało tego! Mam przekonanie, że zawodowo chcę się zajmować tylko Tym! To znaczy wspieraniem innych w rozwoju podczas autorskich warsztatów! Według swojego żyrafiego scenariusza, a nie widzimisię Odgórnego Szakala! Tak mi przyświecajcie Marshalu Rosenberg i Wszyscy Trenerzy których spotkałam na swej ścieżce!!!

Katia

Dodaj komentarz »

sprawdzam głębokość

Ostatnimi czasy zajmuję się głównie bieżącymi sprawami. Nie drążę, nie dociekam, nawet nie zastanawiam się zbytnio po próżnicy, co jak dla mnie jest dużym sukcesem.Biorę życie takim jakie jest, bez podejrzliwości i zbędnch oczekiwań. Zdjęłam ciężkie kajdany obowiązków i zrobiło mi się lekko! Odkryłam, że dzięki temu mogę latać. Dzisiaj w nocy wpadło mi do głowy co mi nie pasowało w tym określeniu, na b. dobry jakościowo kontakt z innymi i wgląd w siebie, że płynę…Ja przecież do tej pory bałam się wody a moim bezpiecznym, rozpoznanym żywiołem jest powietrze! Zatem bliższe będzie dla mnie określenie, że lecę!

Dawno temu napisałam o tym wiersz, który zatarł mi się w pamięci…

…luźno owinięta w powietrze

bledsza od cienia na wodzie

trwoniłam tak żal

którego wciąż nie było dosyć…

Ponadto sprawdzam głębokość na jaką mogę zejść zarówno w obowiązkach jak i marzeniach. Czasem wystarczy mi poruszanie się po powierzchni, co jest nad wyraz zaskakujące. I uwalniające. Towarzyszy temu cudowne poczucie ulgi…

Katia

Wishbone Ash – Persephony – YouTube

Dodaj komentarz »

kwiecień wdeptujący w maj

Tak było u mnie wczoraj. Pod wieczór słońce się wysiliło i rozświetliło deszczowe chmury nadciągające zamaszyście od południa. W popłochu wykańczałam prace ogrodowe i w obejściu. Tymczasem spadło parę kropli deszczu, ale widoki przepiękne…

Data z aparatu to zmyłka-pomyłka.

Dla Eduarda Mendozy SAMOTNOŚĆ jest esencją jego życia twórczego – czyli PISANIA. Czy o to mi chodzi? Czy chcę powielać te wybory chcąc żyć twórczo poprzez pisanie? Nie. Na ile rodzina odciąga mnie od moich planów twórczych? Czy rodzina przeszkadza mi w pisaniu?  Jak to pogodzić? Kolejne zaskoczenie przezyłam, gdy przeczytałam historię matki mistrza ajurwedy dr Dirva Kurma Varma:

„W naszej rodzinie dużo było wzajemnej troski i miłości. Moja mama- lekarka po tym, jak wyszła za mąż za mojego ojca- również lekarza przestała czytać książki. Kiedy spytano ją dlaczego, odpowiedziała: „po co mi wiedza, kiedy mam miłość?”.

Od pewnego czasu czuję przesyt, przeładowanie wiedzą. Może rację miała mama, gdy od najmłodszych lat przestrzegała mnie :”nie czytaj tyle, bo wysilisz sobie mózg”…Faktem jest, że ten rok jest przełomowy, bo czytam jak najęta. Jakbym chciała nadrobić lata szczątkowego czytania, gdy dzieci były małe i ciągle chorowały, a ja musiałam pogodzić bycie z nimi z pracą i studiami. Wtedy było mi naprawdę ciężko i pamiętam, że nie starczało już czasu na czytanie moich książek, bo zasypiałam w ubraniu usypiając bajkami dzieci.

Katia

Dodaj komentarz »

Jestem tym, co jem

Podczas mych rozmyślań dotyczących jedzenia pomocne okazało się nowe Zwierciadło, w którym spodobało mi się określenie Doroty Masłowskiej „obrażony chleb”.

Mam silnie rozwiniętą umiejętność wizualizacji, więc dla mnie pomocne jest wyobrażanie sobie jak wyglądam, gdy zjem np. przemieloną na maksa pasztetówkę, mielonkę tyrolską odurzoną sztucznymi zapachami, odratowanego kurczaka, czy powstrzymaną przed ucieczką wątrobę metodami wypracowanymi przez supermarkety. Na jakiś czas obraz ten działa odstraszająco…Tak jak dzisiaj, gdy już chciałam sięgnąć po kanapkę z pasztetem…to złapałam z głupia frant rzodkiewkę i czym prędzej czmychnęłam do pokoju. Zdecydowanie lepiej mi robi  wyobrażanie sobie siebie jako soczystej rzodkiewki niż ciężkiego kleistego pasztetu… Swoją drogą nic mnie tak głęboko nie zasmuca, jak byle jak przyrządzone pożywienie, np. gliniasty chleb, oklejająca żołądek niedopieczona drożdzówka z serem, czy śmierdzący moczem /tak! czuję amoniak!!!/ lajtowy serek camembert… Tracę wówczas zufanie do człowieka, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w to, że świat jest ok i ja jestem ok… To są rzeczy z pogranicza na co mam wpływ i jakich  dokonuję wyborów.

Katia

Dodaj komentarz »

Jestem reporterem

W hipnotycznym transie przepracowałam to wszystko co robi mi moja praca zawodowa…. i przekonałam się jak się czuję. Przeraziły mnie słowa, które ze mnie wyszły. To też kawałek dla Pabla i Praczasu /mógłby być/. Chociaż Oni  pewnie są samowystarczalni w tekstach. Kiedyś to sprawdzę.

jestem reporterem

z samego środka boju

nadpsuty wodny kwiat

to jest mój herb

jestem reporterem

z samego środka boju

mam w sobie taką siłę

że mogę dostać w łeb

   nic nie jest ważne

   i wszystko jest ważne

   omiatam przestrzeń

   by dotknąć miejsc

   w których się mogę

   bezpiecznie ukryć

   kiedy nadejdzie ta chwila

   ten dzień…  cdn

Katia 18.04.2012r

 

Dodaj komentarz »

Patyki

Pochwała patyków

patyki

straszne moje patyki

usypane w kupki

przy najbliższej ścieżce

lubię wracać do nich

gdy zachodzi słońce

doświetlając najczarniejsze z czarnych

myśli

przekładając je po swojemu

podpalając w końcu

Katia 14.04. 2012r

Dodaj komentarz »