xiegacodziennosci

Just another WordPress.com site

Gorycz

Czytam  „Weronika postanawia umrzeć”  Paulo Coelho, którą czytała Monday. Papierowa chusteczka odkształcona od wilgoci/moja intuicja i podręczna empatia podpowiada mi, że od łez/ początkowo rozczuliła mnie i rozstawiła wewnętrznie… a teraz, po kilku dniach, gdy  oswoiłam się z nią i traktuję  jako zakładkę, przywołuje  smutek i tęsknotę za moją siostrą. Bo mi jej brak. Bo potrzebuję realnego z nią kontaktu, co nie jest możliwe. Kilka cytatów pod zastanowienie.

1. „Do ludzi nigdy nie trafia co im się mówi; muszą odkrywać to sami”

Według mnie tylko czasami. Nie pracowałabym „w materiale ludzkim” tak długo i nie miała ochoty dalej, gdybym nie wierzyła, że moje słowa mogą być dla kogoś inspiracją do własnego rozwoju i zmiany.

2. „Szaleństwo- to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazła się w obcym kraju /nie znając języka- moje/. Widzisz wszystko, pojmujesz co się wokół dzieje, lecz nie potrafisz się porozumieć i uzyskać  znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców”.

Noi najciekawsze dla mnie spojrzenie na podłoże do tworzenia sie depresji…

3.”…Wszyscy nosimy w sobie większą lub mniejszą ilość goryczy, tak jak niemal wszyscy jesteśmy nosicielami prątków gruźlicy. Lecz obie te choroby atakują tylko wtedy, gdy człowiek jest osłabiony. W przypadku goryczy choroba rozwija się najlepiej, gdy człowiek boi się tak zwanej rzeczywistości…Głównym celem ataku goryczy jest wola. Ludzie dotknięci tą chorobą tracą chęć do czegokolwiek i po upływie kilku lat nie są w stanie wyjść ze swojego świata /tracą komunikatywność i łączność – moje/, bo zużyli już zapasy energii na zbudowanie wysokich murów, broniących dostępu do ich upragnionej rzeczywistości. Chcąc zabezpieczyć się przed atakiem zewnętrznym, ograniczyli również swój rozwój wewnętrzny…”

Dla mnie na tę chwilę brzmi to wiarygodnie i na pewno wezmę tę diagnozę pod uwagę w swoich dociekaniach i  pracy nad depresją, a także w  scenariuszach do warsztatów. Katia.

Reklamy
Dodaj komentarz »

Rozważania nad praniem ręcznym

Pranie ręczne, w ten wietrzny sobotni poranek zainspirowało mnie do weryfikacji swojego stanu wewnętrznej integracji. Po dokonaniu głębszej analizy wyszło mi, że:

1. Wciąż opłakuję moją Monday

2. Jeszcze nie wypłakałam się doszczętnie

3. Potrzebuję wyrażać się poprzez płacz i smutek, gdy przyjdzie mi na to ochota

4. Chcę dać wybrzmieć wszystkim moim uczuciom, które pojawiają się we mnie

5. Akceptuję wszystkie uczucia które odzywają się we mnie, bo one są sygnałem o zaspokojonych, bądź nie zaspokojonych  moich potrzebach

6. Odczytując korelację uczuć i potrzeb i  pozwalając im ewoluować, mam wpływ na to, co się ze mną dzieje

7. Otaczam się troską i korzystam z propozycji otulenia mnie dobrymi myślami. To naprawdę działa!

8. Przy kolejnej aktualizacji swego „centrum dowodzenia” czuję radość, że przycisk we mnie pod nazwą „modyfikacja”  wyrobił się od częstego używania i wymaga przeglądu technicznego. Ogłaszam przetarg! Warunki do spełnienia wkrótce w formie ogłoszenia na najbardziej rosochatej wierzbie w okolicy.

Idę dokończyć pranie, bo blokuję wannę, a życie chce się toczyć dalej. Katia.

http://www.tekstowo.pl/piosenka,jimi_hendrix,the_wind_cries_mary.html

Dodaj komentarz »

Nędznicy 24.02.2012

To ja, nędzniczka prima sort. Najpierw prosto, potem w lewo, kawałek przed siebie i po łuku  w prawo. Z delikatnym wskazaniem na skos. Z ulubionym widokiem na spowity we mgle Tybet.

Podczas przedstawienia „Nędzników”, gdy już  uroiłam się i umościłam  w fotelu, w opiętych całodziennych kozaczkach, zaczęło ze mnie wychodzić całotygodniowe zmęczenie.pl. Wszystkie mamine plany i życzenia, sprawy do załatwienia na telefon, łańcuch do piły, nie taki, wymieniany, leki zapomniane wykupienia, mieszkanie dopominające się wysprzątania, przepięcia emocjonalne, ganianie po rejonie za ludzkimi sprawami, szukanie wiatru w polu, smutek i zamyślenie męża, napięta i skiśnięta atmosfera w pracy, daleka od wzbogacania życia, bunt przeciw pleniącej się jak powój papierologii, niedokończone myśli, niedokończone zdania, słowa…Wszystko to wymieszało się we mnie pod wpływem jak zawsze w Romie zachwycającej scenografii, gry świateł, kostiumów, tańca i muzyki i sprawiło, że zaczęłam odpływać w swoje przyzwyczajenia i nawyki senne, śpiące i marzeniowe…Już wydawało mi się, że osiągam stan wewnętrznego ukojenia i równowagi, gdy…strzały na barykadach wyrwały mnie niestety ze słodkiego  letargu. I już nigdy nie wróciłam do tego stanu.  I już nigdy nie było tak samo. To se ne wrati, ale się dowiaduj. Katia.

 

Dodaj komentarz »

Against loenlyness…

Przeciw samotności wytoczyłam najcięższe działa. Na tyle, na ile dałam radę je wytoczyć. Pewna jestem tego, że chcę próbować. Czasami. Nie za wszelką cenę. Samotność jest jak rak….Belfegor – Lonelyness Amidst My Wrath – YouTube

Katia

Dodaj komentarz »

Warto żyć!

Warto żyć chociażby po to, aby popróbować wątłych wysuszonych szprotek w środku zimy. Aby poczuć przepływ i wymianę pomiędzy inną duszą ludzką i jej zawartością. Aby odsłuchać w dowolnej chwili Marka Lanegana, nad wyraz płodnego, barwnego, artysty…

http://marklanegan.com/videos/

Dodaj komentarz »

21. luty -Trzymam się prosto i nie obżeram!

Wyciągam z „Trzech filarów zen” dla siebie to, co mogę w tym momencie zastosować.

Po pierwsze

Bardzo mi zarezonował  jak dotychczas kawałek o jedzeniu. Japońskie przysłowie mówi, że 8 części pełnego żołądka służy człowiekowi, pozostałe 2 utrzymują lekarzy. Tak się przejęłam tą wydawać by się mogło oczywistą oczywistością, że…od poniedziałku…nie dojadam…i jest ok…Podczas tego krótkiego czasu ze trzy razy czułam przyjemne/!/ drapanie żołądku z głodu…i jakoś nie zemdlałam, ani nie wpadłam w jakąś wyjątkową agresję…Czuję lekki głodek, ale nie napycham się kompulsywnie, jak do tej pory bywało…tylko piję wodę, albo jem jabłko….i jestem sobie i pozwalam dziać się czasowi. Chciałabym, aby ta strategia uległa utrwaleniu.

Po drugie

Staram się trzymać prosto. Gdy sobie o tym przypomnę,  np. w drodze do bankomatu, rozprostowuję ramiona, świadomie i roztropnie akcentuję piersi, pozwalam aby powietrze objęło mnie w talii, uśmiechem zdobię swoją twarz… i ruszam odważnie  i pewnie przed siebie. Pamiętam, aby nie uciskać żadnego narządu wewnętrznego jakimś lekkomyślnym zagięciem ciała, czy bezmyślnym gestem. Łapię świadomość jedności ciała, umysłu i duszy. Otaczam siebie szczególną troską i empatią. Czuję przedsmak tego, jak może się rozwinąć ta współpraca pomiędzy moimi obszarami…2-3 razy w ciągu dnia załapuję taki stan…Poza tym chodzę krzywo, nieładnie, pruszam się z prędkością światła nieuważnie, przygarbiona, zamyślona, prześlizgując się wzrokiem pospiesznie po ludziach i pomiędzy nimi. Czasem mogę sprawiać wrażenie osoby kompletnie oderwanej od rzeczywistości, ale to nieprawda. Przy tym  całym odklejeniu, uporczywym wyrażaniu siebie i podkreślaniu swej odrębności, twardo i przytomnie stąpam po ziemi. Wchodzę bez zadyszki w slamsach na 4 piętro, biegnę na półsłupkach po kamienistej drodze po ciemku do autobusu…I może nie ma się czym chwalić, ale nie wywaliłam się od ponad 3 lat- tj od tamtego feralnego upadku przy wysiadaniu z autobusu na wyjeżdżonym  lodowym śladzie…Myślę, że to jest coś na czym można się oprzeć przy dalszej pracy nad rozwojem osobistym i zawodowym! Jak             by to nazwać: zasobem, czy mocną stroną, wiadomo o co chodzi. Katia

Dodaj komentarz »

poza rzeczywistością

Dzisiaj czuję się tak paskudnie, że nie chce mi się silić na nic innego. Narazie nie napiszę o tym wiersza.

Będzie inny.

Z 29.listopada 2011r

z Witkacym poza rzeczywistością

z Zelandem po rosyjsku

z Jungiem po germańsku

z Freudem po niemiecku

z Evą łamaną angielszczyzną

z Clarissą Pinkolą językiem starej baśni

z Albertem po francusku

w Bośni i Hercegowinie

pod wodospadami ognia

przy zbutwiałym mostku

moje oczy żarzą się tęsknotą

wyczulone na każdy szmer

pustyni pełnej życia

 

Niewiele mi pomogło dzisiejsze południowe  słońce, dające szansę na cieplejsze dni, ani  świergolenie ptaków. Nic mnie narazie nie może pocieszyć. Potrzebuję otuchy i pokrzepienia, ale skąd je wziąć?

W mojej I-ej  pracy coraz trudniej mi wytrzymać, coraz mniej w niej dla mnie sensu.

Po   wielu latach wróciłam do czytania/mam wrażenie, że teraz bardziej świadomego / „Trzech filarów zen”  Filipa Kapleau i trochę mi lżej. Próbuję się wyciszyć i skupić na tej jedynej i niepowtarzalnej chwili.

„Jeżeli czyjeś oczy są zwrócone na „jutro”, to „dzisiaj przechodzi niezauważone”

„Zachodowi, który w trosce o przebudowę nieba i ziemi stanął wobec niebezpieczeństwa niezauważenia czy przeoczenia życia teraźniejszego – jedynego życia jakie rzeczywiście mamy – zen służy przypomnieniu, że jeśli nie nauczymy się dostrzegać cudu i piękna naszego obecnego życia , naszej obecnej chwili, to nie będziemy w stanie dostrzec wartości żadnego życia i żadnej chwili…”

Takie sobie wynotowałam narazie cytaty. Cześć. Katia

 

 

Dodaj komentarz »

Innego końca świata nie będzie…

Wiersz  Czesława Miłosza

Natknęłam się na niego w niedawny zimowy wieczór, gdy  wertowałam  książki w Empiku na Żoliborzu. Poraził mnie swą prostotą. Można powiedzieć, że trafił ten wiersz w samo sedno mojego centrum…Stałam oniemiała z ciężką torbą na ramieniu, okutana szalem, w przemoczonych butach, z opasłym tomem w ręku…i nie mogłam się ruszyć. Warto żyć dla takiej chwili. Nie pamiętałam tego wiersza z mojego „poprzedniego życia”…Po głębszym zastanowieniu…chciałabym, aby kiedyś mój wiersz trafił tak kogoś… Katia

Dodaj komentarz »

Przecież nie siedzicie w mojej głowie…

…dlatego piszę w wersji elektronicznej. Na widoku. Żeby nie było, że nie mówiłam. Żeby zerwać z tym poczuciem, że wszyscy mają włączony tryb domyślny…

Mona Lisa z Poddasza

Mona Lisa z poddasza

z akacjową gracją

rozdaje uśmiechy

na prawo i lewo

przeskakuje po dwa stopnie

gdy słyszy pukanie

lecz to tylko

bicie jej serca

budzi się cała w słowach

ale to tylko

jej myśli wyrwane  z kontekstu

co bardziej soczyste

wydziobały szpaki

Katia, 02.02.2012

Dodaj komentarz »

budowa człowieka

Trudno mi  odtworzyć stan umysłu sprzed kilku godzin. Uwielbiam ten stan, gdy przebudzam się z jakiegoś powodu ok. 3-4 nad razem i zaczyna się ta cała kotłowanina we mnie…Poza częstymi powtarzającymi się wątkami /np. o zaspokojonych i nie zaspokojonych potrzebach, tęsknotach…/ pojawiła

mi się wizualizacja budowy człowieka, którą narysowałam z Młodym.

Dodaj komentarz »